04/12/2025
Warszawa właśnie dostała swoją nową kulinarną opowieść.
Muzeum Warszawy wydało znakomitą książkę „Kuchnie warszawskie. Od mieszczańskich stołów do nowej gastronomii” — wielogłosową historię smaków, ludzi i miejsc, które stworzyły kulinarny charakter stolicy.
Wśród ośmiu opowieści o gastronomii czasów PRL szczególnie porusza nas „Krewetkowe (od)loty” — historia Świętoszka z ulicy Jezuickiej.
Lokal w latach 80. działał pod auspicjami Federacji Związków Zawodowych Pracowników Kultury i Sztuki, ale jego prawdziwą duszą stali się Irena i Andrzej Smagowie — niezwykli agenci i gospodarze, którzy zbudowali markę tego miejsca.
To właśnie oni, w czasach chronicznych braków i gastronomicznego niedoboru, wprowadzali do Warszawy smaki rodem z innego świata:
– duże krewetki w skorupkach, zdobywane w szczecińskich delikatesach, przywożone najpierw pociągiem, a potem… samolotem, żeby się nie rozmroziły,
– potrawy, których trzeba było uczyć gości — jak je jeść, do czego służy miseczka z cytryną, dlaczego owoce morza bierze się w dłonie,
– sałatki i dania z kukurydzy oraz krabów, zdobywanych dzięki determinacji i rozmowom z dyrektorami zakładów produkcyjnych.
W książce pojawia się też anegdota, która idealnie oddaje klimat tamtych lat.
Gdy zagraniczni goście — Francuzi — dostali zrazy podane w wydrążonym razowym chlebie, zapytali kelnera:
„Qu’est-ce que c’est?” (czyli: „Co to jest?”).
Na co kelner Benio, bez wahania, odparł:
„Zraz!”
I to właśnie było w Świętoszku najpiękniejsze — naturalność, humor i pewność smaku.
Opowieść Łukasza Klesyka świetnie uchwyciła charakter miejsca, w którym odwaga kulinarna zderzała się z realiami PRL-u.
Świętoszek dzięki Smagom stał się warszawską legendą — nie luksusową, ale autentyczną, żywą i kochaną.
📘 Książka jest już dostępna.
Każdy, kto kocha Warszawę i jej kulinarne historie, powinien ją przeczytać.
A jeśli chcecie poznać Świętoszka z czasów, gdy zdobycie krewetek wymagało podróży przez pół Polski — zajrzyjcie koniecznie do opowieści siódmej.