06/11/2020
Dla wszystkich tych, którzy nie lubią długich postów, oferujemy opcję skróconą do jednego zdania, a całą resztę zachęcamy do czytania dalej:
Z końcem listopada zamykamy RozGryfkę!
Biorąc pod uwagę panujące restrykcje oznacza to, że nikt z Was nie będzie już w stanie odwiedzić nas pod dotychczasowym adresem. Jesteśmy przekonani, że dla co najmniej części z Was jest to przykra wiadomość, ale uwierzcie, że nam jest przykro nawet bardziej.
Otwieraliśmy ten lokal z nadzieją na stworzenie miejsca, którego na mapie Tczewa jeszcze nie było. Miejsca, w którym wszyscy będą mogli poczuć się trochę inaczej niż w standardowym pubie i które odwiedzane będzie także z innych powodów niż owe. Pchnęła nas do tego również pasja do gier planszowych, chęć podzielenia się nią z innymi i poznania tych, którzy już się nią zarazili wcześniej.
Poza barem oraz niewielkim remontem pomieszczeń sanitarnych wszystko w lokalu zrobiliśmy własnymi rękoma, ze sporadyczną pomocą najbliższych znajomych. Włożyliśmy w to miejsce dużo, przede wszystkim pracy i serca. Otwieraliśmy to miejsce z ogromnym zapasem chęci i nadziei, ale też bez praktycznie żadnego doświadczenia. Tym bardziej nam żal, że to nie własne błędy, nie brak doświadczenia ani też brak popularności przyczyniły się do zamknięcia lokalu. Jedynym, ale wciąż marnym pocieszeniem jest to, że wina nie leży ani po naszej stronie, ani po stronie Was – naszych gości, znajomych i przyjaciół.
Nie była to przygoda łatwa. Jeszcze przed otwarciem mieliśmy dni, w których ilość problemów zmuszała do załamywania rąk, a po otwarciu bardzo szybko przekonaliśmy się jak ciężka jest praca na dwa etaty, nawet jeśli jeden jest własnym biznesem. Od początku jednak wiedzieliśmy, że będziemy musieli temu sprostać i nawet jeśli nieco przeceniliśmy własne siły, to twardo pchaliśmy ten wózek do przodu.
Wynagrodzeniem za wszystkie trudy było to, że wszystko wskazywało, że warto. Bardzo szybko zaczęliście odwiedzać nas i chętnie i tłumnie. Niemal bez żadnej reklamy i przy naprawdę sporej ilości miejsc większość weekendów od samego początku dawała nam pełne obłożenie. Mimo, że o zarabianiu nie było jeszcze mowy, to lokal szybko zaczął generować środki na własne utrzymanie i dalszy rozwój. Mimo, że z braku czasu i sił rozwijaliśmy się trochę wolniej niż byśmy tego chcieli, to w Marcu 2020 w końcu widzieliśmy, że dochodzimy do momentu kiedy będzie nas stać na zatrudnienie kogoś do stałej pomocy i przejście na kolejny poziom rozwoju.
Wszyscy wiemy co stało się w marcu… Pierwszy lockdown uderzył w nas naprawdę mocno. Nie chcąc wdawać się w szczegóły z różnych powodów nie załapaliśmy się na praktycznie żadną pomoc od rządu, wszystkie nasze oszczędności skurczyły się niemal do zera, a zapasy towaru w dużej mierze zwyczajnie straciły ważność i się zmarnowały. Nagle nasza droga rozwoju ponownie się wydłużyła, ale wciąż z nadzieją wyczekiwaliśmy ponownego otwarcia. Niestety sytuacja nigdy nie wróciła do normy, a wraz z rozwojem pandemii stawała się tylko trudniejsza. Już same restrykcje sanitarne zmniejszyły nam mocno ilość dostępnych miejsc, a szalejący wirus sprawił, że nawet je ciężko było zająć w całości, co oczywiście rozumiemy. Nasz lokal od samego początku działał jednak z nastawieniem na dużą ilość gości – to stąd tak duży metraż. Ponowne otwarcie w czasie pandemii okazało się działalnością na granicy opłacalności. Już wtedy po raz pierwszy pojawiły się u nas myśli, że będziemy zmuszeni zamknąć lokal. Ponad rok działalności to nie jest okres, w którym powinno się zacząć dopłacać do prowadzenia biznesu. Kolejne wprowadzane restrykcje, ograniczony czas otwarcia, a potem ponowne zamknięcie całej branży gastronomicznej, przy ciągłym braku jakiejkolwiek pomocy od rządu, tylko przypieczętowały naszą decyzję.
Stwierdziliśmy ostatecznie, że to zbyt niepewny okres, aby prowadzić taką działalność, a obietnice rządu o pomocy czy datach kolejnego otwarcia branży uznaliśmy za zwyczajnie niewiarygodne. Doświadczenie pokazało nam już, że to nie jest czas na bycie nastawionym pozytywnie.
W związku z tym złożyliśmy już wypowiedzenia umów, włącznie z umową najmu lokalu i do końca listopada zobowiązani jesteśmy go opuścić.
Nie chcemy jednak żegnać się z Wami definitywnie. Nie planujemy jeszcze wyprzedawać naszego majątku ani kolekcji gier. Planujemy przeczekać ten ciężki okres pandemiczny do czasu realnego wygaśnięcia choroby lub wynalezienia szczepionki i następnie ponownie zastanowić się nad sensem prowadzenia naszej działalności. Być może wrócimy, być może w nieco innej formie i miejscu, ale na ten moment w obliczu braku jakichkolwiek gwarancji jedyną sensowną decyzją jest zamknięcie. Nawet pod naszą nieobecność chcemy kontynuować organizacje wydarzeń i lig chociaż ich miejsce będzie musiało zostać zmienione. Możemy zniknąć ze znanego Wam adresu, ale nie znikniemy z tczewskiej sceny gier planszowych. Zachęcamy zatem do kontynuowania śledzenia naszego profilu na Facebooku.
Na koniec chcieliśmy Wam wszystkim serdecznie podziękować