27/08/2026
Nasze imię nie narodziło się w kuchni.
Pierwszy lokal otwieraliśmy w Centrum Sztuki. Szukaliśmy nazwy, która nie będzie tylko szyldem. Miała mówić o tym, jak chcemy gotować: z wyobraźnią, cierpliwością i przekonaniem, że talerz również może być miejscem tworzenia.
Bo od początku wierzyliśmy, że jedzenie to sztuka.
Nie tylko wtedy, kiedy jest piękne. Także wtedy, kiedy powstaje z poszukiwania, błędów, cierpliwości i potrzeby stworzenia czegoś własnego.
Tak trafiliśmy na Yayoi Kusamę.
Z najprostszego znaku, kropki, potrafiła budować całe wszechświaty. Powtarzała ją, aż przestawała być drobnym punktem, a stawała się nieskończonością.
Było w tym coś bardzo nam bliskiego.
Bo kuchnia także rodzi się z powtórzeń. Z setek prób, tych samych gestów wykonywanych każdego dnia i drobnych różnic, które zmieniają wszystko. Z dyscypliny, wyobraźni i odrobiny szaleństwa, bez którego można być poprawnym, ale trudno stworzyć coś własnego.
Nie chcieliśmy używać jej nazwiska.
Zostało z nami imię.
Yayoi.
Nigdy nie opowiadaliśmy tej historii zbyt głośno. Nie chcieliśmy zamieniać inspiracji w dekorację. Jest u nas jeden stolik poświęcony Kusamie, przy którym można poznać jej historię i zobaczyć fragment jej świata.
Cichy ślad początku.
Dziś dotarła do nas wiadomość o śmierci Yayoi Kusamy. I chyba właśnie dziś powinniśmy powiedzieć wyraźnie to, o czym przez lata mówiliśmy tylko szeptem:
nasza nazwa zaczęła się od spotkania z jej sztuką.
Dziękujemy za kropki, które nie miały końca.
Za odwagę stworzenia własnego języka.
Za pokazanie, że można zobaczyć świat inaczej, a potem przez całe życie uparcie dzielić się tym widzeniem z innymi.
Artystka odeszła.
Jej nieskończoność została.
Dziękujemy, Yayoi.