01/09/2026
Czy Ty w ogóle dopuszczasz do siebie to, że to Ty kreujesz swoją rzeczywistość?
Czy uznajesz, że to, co dzieje się w Twoim życiu, jest w jakiś sposób związane z Tobą, z Twoimi wyborami, decyzjami, myślami, przekonaniami? Czy raczej uważasz, że życie po prostu Ci się przytrafia? Że wydarzenia się dzieją, ludzie coś robią, ktoś coś powiedział, ktoś coś zrobił, szef czegoś wymaga, sytuacja jest taka, a nie inna, i właściwie nie masz na to wpływu i niewiele możesz z tym zrobić?
Myślę, że właśnie od tego trzeba zacząć. Od uznania, że kreujesz swoją rzeczywistość.
Wiem, że dla wielu osób to może być trudne do przyjęcia, bo skoro naprawdę uznam, że to ja kreuję swoje życie, to jednocześnie biorę odpowiedzialność za siebie, za swoje wybory, za swoje decyzje, za swoje czyny. A wtedy już trochę trudniej powiedzieć, że to wszystko przez niego, przez nią, przez szefa, przez rodziców, przez system, przez sytuację, przez korki, przez pracę, przez życie.
Bo jeżeli to ja kreuję, to pojawia się pytanie: co ja sobie tutaj kreuję i po co? Czy to jest na pewno moje? Czy to jest takie życie, jakiego naprawdę pragnę?
Bo przecież mamy tę wolność, tę nieograniczoną możliwość kreacji, a jednak bardzo często kreujemy pod wpływem innych. Pod wpływem opinii, rad, przekonań, tego, co wypada, a czego nie wypada. Wybieramy nie swoje, tylko czyjeś. Bo ktoś nam tak powiedział, doradził, bo ktoś nam tak kazał.
Chociaż właściwie kazać nikt nam nic nie może.
Tylko że my i tak to wybieramy, bo uznajemy kogoś za autorytet. Bo to mama, babcia, one wiedzą. One się o nas troszczą. Jest tata, wujek, dziadek. Później pojawiają się nauczyciele, mentorzy, przyjaciele, ludzie, których spotykamy i którzy przecież chcą dla nas dobrze. Doradzają nam, mówią, co jest dla nas lepsze, co powinniśmy zrobić, jak powinniśmy żyć.
I wtedy my, co robimy? Kreujemy swoją rzeczywistość przez jaki pryzmat? Przez czyjeś subiektywne opinie, przez to, czego ktoś inny "nauczył" się o życiu i co uznał za właściwe.
Nie oceniam tego, nie mówię, że to jest dobre albo złe. Po prostu tak bardzo często jest.
Ja sama przez wiele lat wybierałam tak, jak "powinnam" była wybrać. Tak, jak byłam nauczona. Tak, jak widziałam, że wybierają ludzie wokół mnie. W sposób jaki oni decydowali o swoim życiu.
Każdy z nich oczywiście kreował swoją rzeczywistość i każdy dokonywał własnych wyborów. Tylko czy to była świadoma kreacja? Czy to naprawdę było to, czego oni chcieli, czego pragnęli, jak naprawdę chcieli żyć?
Z mojego punktu widzenia, odpowiedź brzmi: nie.
Bo można kreować swoje życie i jednocześnie wcale nie kreować go świadomie.
Można przez całe życie wybierać zgodnie z oczekiwaniami innych, zgodnie z tym, co wypada, zgodnie z tym, co trzeba. Zgodnie z tym, jak wszystko jest zbudowane.
Rodzina, szkoła, społeczeństwo, system, środowisko, w którym dorastamy. Wszystkie te schematy, ograniczające punkty widzenia, przekonania i narzucenia, które gdzieś po drodze przyjmujemy jako swoje.
I później żyjemy według nich, nawet nie zastanawiając się, czy naprawdę są nasze.
Mamy pracę, rodzinę, dzieci, zobowiązania. Mamy coś, co trzeba ogarnąć. Mamy kredyt, dom, firmę, dojazdy, obowiązki.
I kiedy tylko pojawia się myśl, że może chciałabym coś zmienić, natychmiast pojawia się: „No ale przecież muszę".
Naprawdę? Czy naprawdę musisz? Czy naprawdę nie masz innego wyjścia?
Spróbuj kiedyś usiąść z takim pytaniem przy kolejnym wyborze czy decyzji. Nie po to, żeby od razu wszystko rzucać, wywracać swoje życie do góry nogami i podejmować jakieś drastyczne decyzje. Tylko żeby zobaczyć.
Czy istnieje coś takiego jak „muszę"? Skąd w ogóle pochodzi ten koncept?
Bo oczywiście możemy powiedzieć: mam zobowiązania, mam dzieci, mam pracę, mam firmę, mieszkam tutaj, muszę dojeżdżać, muszę zrobić to i tamto.
Okej. Ale skąd się wzięło to życie? Skąd wzięła się ta praca, ta firma, ten sposób życia, te zobowiązania, te wszystkie rzeczy, które dzisiaj nazywasz „muszę"?
Skoro to Ty je wybrałaś czyli je wykreowałaś, to czy wybierasz i kreujesz je świadomie?
Czy jest to życie, którego naprawdę pragniesz?
Bo zobacz, jak często słyszysz a może nawet mówisz: „Ja nie mam czasu, bo dojeżdżam do pracy przez godzinę, a czasami przez dwie, bo są korki. Nie mam czasu zapisać się na te ćwiczenia, na te zajęcia taneczne, o których marzę już od dawna. Nie mam czasu nauczyć się języka, chociaż tak bardzo bym chciała".
Chcesz tego? Pragniesz tego? Czy tylko tak mówisz?
Bo z jednej strony mówisz jedno, a z drugiej strony zobacz, co sobie kreujesz.
I wtedy oczywiście pojawia się cała lista powodów zewnętrznych. Mam taką pracę, mieszkam na drugim końcu miasta, są korki. Nie mam czasu. Tak już jest.
Tylko kto to wszystko kreuje?
Nie chodzi mi tutaj o to, żeby obwiniać siebie za wszystko, co wydarza się w życiu. Chodzi o coś zupełnie innego, o zauważenie, o zatrzymanie się i spojrzenie na siebie trochę szerzej i głębiej.
Bo może na początek właśnie tyle wystarczy. Zauważyć...
A kiedy już zauważysz, możesz zacząć przyglądać się temu, co naprawdę jest Twoje. Swoim pragnieniom, swoim wyborom, swoim myślom. Możesz zacząć poznawać siebie i zobaczyć, w jakiej rzeczywistości chcesz żyć i jaką rzeczywistość chcesz dla siebie kreować.
Tak naprawdę, poza tym wszystkim, czego nauczyli Cię inni.
Poza tym, co wyniosłaś z domu, ze szkoły, z podwórka, z religii, ze społeczeństwa. Poza tym „u nas zawsze tak było", „wszyscy tak robili", „mama i babcia tak żyły", „przecież to jest dobre życie, bo mam dobrą pracę, rodzinę, dzieci, jadę na wakacje".
I może rzeczywiście jest. Jeżeli jesteś w tym szczęśliwa, jeżeli dobrze Ci z tym życiem, jeżeli się nim cieszysz, to jest okej. Naprawdę. Bo nie chodzi o to, że każdy ma coś zmieniać na siłę. Nie chodzi o to, że praca na etacie jest zła, małżeństwo jest złe, rodzicielstwo jest złe, życie ułożone według utartego wzoru jest złe.
Nie. To też jest Twoja kreacja.
Jeżeli Ci służy, jeżeli tego chcesz, jeżeli dobrze się w tym czujesz, wybieraj to.
Tylko zobacz, czy naprawdę wybierasz.
Bo jeżeli codziennie chodzisz do pracy, której masz dosyć, narzekasz na nią, przychodzisz do domu zmęczona, następnego dnia znowu idziesz, znowu narzekasz i jednocześnie niczego nie zmieniasz, to też jest wybór. Twój wybór, świadomy czy nie.
Kreujesz sobie również to narzekanie, ten kwas, to niezadowolenie. To poczucie, że nic nie możesz zrobić.
Dlaczego? Bo tak łatwiej, bo wtedy zawsze można na kogoś zrzucić odpowiedzialność.
Szef kazał. Mąż zrobił. Żona powiedziała. Dzieci wymagają. Pani w szkole zrobiła to. Ktoś zarządził czymś i ja musiałam.
Można tak całe życie przeżyć w pozycji ofiary, która nie ma wpływu, której wszystko się po prostu przytrafia.
Tylko jeżeli już zaczynasz to widzieć, jeżeli zaczynasz zauważać swoje schematy, jeżeli zaczynasz dostrzegać, że coś robisz dlatego, że tak Cię nauczono, że masz taki program, to co teraz?
Skoro już to widzisz, to co z tym zrobisz?
Znowu powiesz: „No ale ja już taki mam schemat, tak mnie nauczyli, taki program mam wgrany"?
Okej. Cokolwiek z tym zrobisz, to będzie Twój wybór, Twoja kreacja.
I być może wybierzesz, żeby nic z tym nie robić, bo tak wygodniej, bo tak bezpieczniej. Bo już tyle lat jesteś z tą kobietą albo z tym mężczyzną, bo są dzieci, bo masz pracę. Bo to już tak jest.
I to też jest okej. Dopóki Ci to wystarcza. Dopóki dobrze się w tym i z tym czujesz.
Tylko w momencie, kiedy zaczynasz mieć jakieś przebłyski, jakieś prześwity, kiedy coś zaczyna Ci chodzić po głowie i pojawia się gdzieś z tyłu pytanie: „Kurczę, czy to naprawdę jest tylko to? Czy po to tutaj jestem?", to może warto się przy tym pytaniu zatrzymać.
Bo może właśnie tam zaczyna się coś nowego...
Nie namawiam Cię do rzucenia pracy. Nie namawiam Cię do rozstania. Nie namawiam Cię do wywracania swojego życia do góry nogami.
Chodzi o jedno pytanie: czy życie, które sobie kreujesz, jest rzeczywiście tym, którego pragniesz?
Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.