Przestrzen Papilo

Przestrzen Papilo U nas znajdziesz:
Domowe ciasta i desery, przygotowywane w tradycyjny sposób. Kawę, zawsze świeżo palona 100% Arabikę. Lody typu Gelato ze świdnickiej Gałki.

Wszystko z najlepszej jakości lokalnych składników. Zapraszamy

16/09/2026

ACCESS BARS®
Głęboki relaks. Więcej przestrzeni w głowie. Mniej napięcia.

W związku z zapytaniami o to czym jest Access Bars dzisiaj będzie o samym procesie 😌
Zapraszam do lektury 🧠👁️👂🏻

Access Bars® to delikatny proces manualny, podczas którego poprzez lekki dotyk 32 określonych punktów na głowie tworzona jest przestrzeń do odpuszczenia napięcia, natłoku myśli, emocjonalnego obciążenia i utrwalonych sposobów reagowania.

W Access Consciousness punkty te nazywane są „Bars” i są powiązane z różnymi obszarami życia, między innymi pieniędzmi, kontrolą, kreatywnością, ciałem, radością, smutkiem, relacjami czy starzeniem się.

Nie musisz nic robić.
Nie musisz opowiadać swojej historii, analizować problemu ani odpowiadać na pytania. Kładziesz się wygodnie na stole, pozostajesz w ubraniu, a ja delikatnie dotykam kolejnych punktów na Twojej głowie.

Możesz rozmawiać, milczeć, zasnąć, odpłynąć albo po prostu być.

To nie jest masaż głowy. Nie jest też psychoterapią ani zabiegiem medycznym. To doświadczenie głębokiego relaksu i pracy z ciałem poprzez dotyk.

Co może dać sesja Access Bars®?

Osoby korzystające z Bars często opisują:

• głębokie odprężenie i wyciszenie
• poczucie „wyłączenia” natłoku myśli
• większą lekkość w ciele
• rozluźnienie napięcia
• większy spokój i przestrzeń wewnętrzną
• łatwiejsze odpuszczanie tego, czym wcześniej trudno było się nie zajmować
• poczucie większej jasności i dystansu
• większą łatwość w podejmowaniu decyzji
• przypływ energii lub przeciwnie – potrzebę odpoczynku
• większą kreatywność i świeże spojrzenie na sytuacje
• poczucie, że „coś się odblokowało” albo że po prostu jest więcej miejsca na siebie.

Nie ma jednego właściwego sposobu, w jaki powinnaś poczuć się po sesji.

Dla jednej osoby będzie to ogromne wyciszenie. Dla innej lekkość, przypływ energii albo poczucie jasności. Ktoś może zasnąć podczas sesji i obudzić się z wrażeniem głębokiego odpoczynku. Ktoś inny może po prostu poczuć, że pierwszy raz od dawna naprawdę niczego nie musi.

I właśnie dlatego nie ma potrzeby „robić” podczas Barsów czegokolwiek.

Twoje ciało może po prostu odpocząć.

Jak wygląda sesja?
Sesja trwa około 60 minut.

Przychodzisz w wygodnym ubraniu. Kładziesz się na stole, przykrywasz kocem i pozwalasz sobie odpocząć.

Nie wykonujesz żadnych ćwiczeń. Nie musisz medytować. Nie musisz się koncentrować. Nie musisz wiedzieć, „co masz puścić”.

Ja wykonuję cały proces poprzez delikatny dotyk kolejnych punktów na głowie.

To czas, w którym możesz na chwilę przestać być dla wszystkich.

I po prostu pobyć ze sobą

Jakby to było podarować sobie sesję? 😊

Zapraszam Wrocław i okolice. Możliwy dojazd do klienta.

Przestrzeń Papilo
Ciało Wie. Usłysz je

08/09/2026

Wiele z nas nosi kij w dupie i nawet o tym nie wie...
Jedna z kobiet, na piątkowym spotkaniu powiedziała, że przychodzi z kijem w dupie.

Na koniec, kiedy dzieliłyśmy się tym, co się w nas przez ten czas poruszyło, powtórzyła to zdanie, że ten kij w dupie nadal tam jest, że go czuje, i że ma tylko nadzieję, że kiedyś się go pozbędzie.

Powiedziałam jej wtedy, że ja też kiedyś miałam kij w dupie, i to nie byle jaki, całkiem spory kawał drewna :);), i że już go nie mam. Tylko że to nie stało się w parę dni ani w parę miesięcy. To jest proces, który wymaga zatrzymania się i zobaczenia, co robię, jak reaguję, co mnie uruchamia, gdzie się spinam, gdzie próbuję kontrolować to, na co i tak nie mam wpływu.

Bo skąd w ogóle bierze się taki kij w dupie. Myślę, że z bycia grzeczną dziewczynką. Wszystkie wyrastamy z tego samego korzenia, no i później się rozjeżdżamy. Jedna zostaje cicha, grzeczna, nie podnosi głosu, nie ma zdania, znika w tle. Druga zaczyna walczyć, krzyczeć, siłować się z każdym, kto robi coś inaczej, niż ona by chciała.

I obie kończymy w tym samym miejscu. Nadęte, pretensjonalne, oceniające, i zamiast odpuścić, chodzimy z pretensją do całego świata, że coś jest nie tak, że nie po mojej myśli, że ktoś robi po swojemu, i to musi być złe, bo to nie po mojemu.

Ta kobieta z piątku już to widzi. Zauważyła swój kij w dupie i potrafi powiedzieć o nim głośno, przy innych kobietach, bez wstydu, bez udawania, że u niej wszystko gra. I rozumiem, że mimo to z jej miejsca może się wydawać, że nic się jeszcze nie zmienia, bo widzi ten kij, nazywa go, a on dalej tam siedzi. Tylko że zmiana rzadko wygląda jak nowa reakcja od razu.

Zwykle zaczyna się od tego, że łapiesz się dopiero po fakcie, że zareagowałaś jak zawsze. Potem łapiesz się w trakcie, aż pewnego dnia orientujesz się, że zrobiłaś coś inaczej, zanim zdążyłaś to przemyśleć.

A Ty, nosisz swój kij w dupie i wiesz o nim, czy jeszcze go nie widzisz?

Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.

08/09/2026

Ile masek zakładamy w ciągu dnia, tygodnia? Ile w ciągu całego życia?
Czy w ogóle kiedyś pokazujemy się prawdziwe, autentyczne, czy to zawsze jest jakaś maska? Czy pozwalamy sobie na te chwile obnażenia, takiego całkowitego obnażenia, pokazania siebie? Czy może jednak z tego rezygnujemy, świadomie lub nieświadomie, przeważnie ze strachu, ze strachu przed oceną, a przede wszystkim, przed tym, co ktoś pomyśli, co ktoś powie. Ze strachu przed tym, żeby nie wyjść na niepoważną, głupią, niemającą nic do powiedzenia. Albo wtedy, kiedy nie chcemy się przyznać do tego, że czegoś nie wiemy.

Jesteśmy wychowywane tak, że należy wszystko wiedzieć, należy przeczytać, dowiedzieć się, nauczyć i później mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. Dlatego właśnie wstydzimy się pokazać, że czegoś nie wiemy. Chowamy się za różnymi maskami, czasami improwizując, udając osoby, którymi w ogóle nie jesteśmy.

A gdyby tak, zamiast kolejnej maski, stanąć w całkowitym obnażeniu. Najpierw z samą sobą, zauważyć siebie, zobaczyć, co tam jest pod spodem, co jest w środku, głęboko. Po prostu zobaczyć. Odkopać to, uznać, dać sobie przyzwolenie na zobaczenie siebie, na zobaczenie tych swoich części, które ukrywamy nawet przed samymi sobą. Bo same też siebie oceniamy, przeważnie bardzo surowo. Zazwyczaj same dla siebie jesteśmy najgorszymi krytykami. Porównywania i oceny uczymy się od małego. Najpierw robią to wobec nas inni, porównując nas do wszystkich dookoła, później zaczynamy robić to same. Same podciągamy siebie pod jakąś linijkę, nieistniejący ideał, czyjś wymyślony wzorzec. I później właśnie łatwiej jest zakładać te maski, udawać kogoś innego, niż pokazać siebie.
Bo skoro od dziecka słyszysz, że jesteś za intensywna, za dużo mówisz, za dużo zadajesz pytań, jesteś zbyt ciekawska albo wręcz wścibska. Do tego jeszcze jesteś dzieckiem, które coś wie na jakiś temat, czymś się interesuje, i zaczynasz o tym mówić, a ktoś podsumowuje cię jako starą maleńką. To zostaje z tobą jako coś negatywnego, niepożądanego, i kodujesz, że lepiej nic nie mówić, nie pokazywać siebie, bo nie zostanie to dobrze przyjęte. Ktoś coś powie, oceni cię, zrani, i będziesz czuła się źle, a takie rzeczy zostają na długo.
I okej, może ktoś to zrobił nieświadomie, bo tak po prostu się mówiło na rezolutne dzieci, na dzieci, które miały coś do powiedzenia. W sumie dla dorosłych było to łatwiejsze, powiedzieć, że jesteś starą maleńką, zamiast przyznać, że masz coś do przekazania, bo przecież byłaś dzieckiem, byłaś mała, a w oczach wielu dorosłych dziecko nie powinno mieć nic do powiedzenia, bo jeszcze niczego nie wie, tak jak dorosły...

I tak, jak zadawałaś za dużo pytań, to byłaś wścibska. Albo ktoś mówił: co ty się tak interesujesz? Albo w ogóle uciszał słowami w stylu: o, już przestań, już nie zadawaj tyle pytań, skąd ja mam wiedzieć, znać te wszystkie odpowiedzi?

W ten właśnie sposób jesteśmy kształtowane. Później rośniemy, i z każdym rokiem, czy nawet z każdym dniem, uczymy się ukrywać to, jakie tak naprawdę jesteśmy. Uczymy się funkcjonować w tych ocenach, oczekiwaniach, poprawnościach, poprzez nakładanie różnych masek, dobierać tę odpowiednią do osoby, do okazji, do otoczenia, do tego, co akurat w danym momencie jest wymagane. I w pewnym momencie nawet już sobie nie zdajemy sprawy z tego, że to wszystko to są maski. Wydaje nam się, że takie jesteśmy, bo po prostu nie pamiętamy, jakie byłyśmy kiedyś. Nie pamiętamy tego, co wychodziło z nas, ze środka.

I tu właśnie wszystko się sprowadza do tego Jakby to było pozwolić sobie zobaczyć siebie? Siebie prawdziwą, autentyczną. Nie chodzi o to, żeby się pokazywać od razu na zewnątrz, żeby komuś coś udowadniać. Tylko zacząć od samej siebie, od zauważenia i obnażenia się przed samą sobą.
Zapytać siebie, ile masek ubieram na co dzień?
Czy w ogóle jeszcze pamiętam, kim jestem bez tych masek?

Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.

Ostatnio obserwowałam w grupie zachowanie, które bardzo często działa w wielu z nas.Jesteśmy z czegoś niezadowoleni. Coś...
02/09/2026

Ostatnio obserwowałam w grupie zachowanie, które bardzo często działa w wielu z nas.

Jesteśmy z czegoś niezadowoleni. Coś nam nie pasuje, coś zostało zrobione inaczej, niż się umawialiśmy, ktoś się z czegoś nie wywiązał, coś nam obiecano, a później okazuje się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

I co wtedy robimy? No właśnie… bardzo często nic.
Nie mówimy o tym wtedy, kiedy pojawia się pierwsze poczucie, że coś jest nie tak. Czekamy, przyglądamy się. Tłumaczymy sobie, że może przesadzamy, że może nie wypada, że przecież coś tam jednak się wydarzyło, że przecież dostaliśmy jakąś część tego, za co zapłaciliśmy, więc może nie ma co robić problemu.
I tak to sobie tłumaczymy, odkładamy na później, a później zaczynamy o tym mówić, tylko nie tej osobie, której to dotyczy.
Mówimy do partnera, do przyjaciółki, do koleżanki, do kogoś jeszcze. Opowiadamy, jak bardzo jesteśmy niezadowoleni, jak bardzo nam się to nie podoba, jak ktoś nas zawiódł, jak mówił jedno, a zrobił inaczej, jak obiecywał, że będzie tak, a się nie wywiązał.

Im więcej o tym mówimy, tym bardziej się w tym wszystkim nakręcamy, sami sobie podnosimy ciśnienie. Sami wracamy wciąż do tej sytuacji i mielimy ją w głowie. Sami rozkładamy ją na czynniki pierwsze i po raz kolejny przeżywamy złość, żal czy rozczarowanie z tą sytuacją związane.

Robimy to wszystko, wciągając w to innych, i nadal nie rozmawiamy z osobą, z którą naprawdę powinniśmy porozmawiać. Dlaczego?
No właśnie. Dlaczego? Dlaczego nic nie robimy, nie działamy, nie konfrontujemy tej osoby wprost? Czego tak naprawdę się boimy?

Sprawdź, co tam siedzi pod spodem. Strach? Strach przed tym, żeby w ogóle coś powiedzieć, żeby komuś zwrócić uwagę.
Boimy się, że ktoś się obrazi? Że pomyśli, że jesteśmy roszczeniowi, że wyjdziemy na trudnych? Że nie wypada, że może jednak powinniśmy być wdzięczni za to, co dostaliśmy?

A może po prostu boimy się konfrontacji?
Nie mam tutaj na myśli konfrontacji rozumianej jako awantura, pretensje, podnoszenie głosu czy atakowanie drugiej osoby. Mam na myśli zwykłą, dorosłą rozmowę.
„Słuchaj, umawialiśmy się na coś innego. To, co zostało ustalone na początku, nie zostało zrealizowane. Chcę o tym porozmawiać.” Tyle. I aż tyle.

Przecież można powiedzieć, że coś nam nie odpowiada, bez robienia z drugiego człowieka wroga. Można zapytać, można powiedzieć, że jesteśmy rozczarowani. Można wskazać konkretnie, co nie zostało zrobione, a nawet zapytać: „Jak możemy to teraz rozwiązać?”
Bo może ta druga strona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak, nie widzi, że coś jest na rzeczy, nie wie, jak my tę sytuację odbieramy.
Tylko że, żeby się tego dowiedziała, musimy się odezwać, zwrócić jej na to uwagę.

Myślę sobie, że szczególnie ciekawe jest to wtedy, kiedy w grę wchodzą pieniądze.
Bo przecież jeżeli za coś zapłaciliśmy, to nie znaczy, że mamy być wdzięczni za sam fakt, że coś w ogóle dostaliśmy. Jeżeli umawiamy się na konkretną usługę, konkretny zakres, konkretne rezultaty czy konkretne elementy współpracy, to właśnie na to się umawiamy. Ja wywiązuję się ze swojej części, druga strona ze swojej.
A jeżeli coś po drodze nie działa, to może zamiast przez kilka tygodni chodzić z tym w głowie, opowiadać wszystkim dookoła i coraz bardziej się tym nakręcać, warto po prostu powiedzieć o tym tej jednej osobie, wprost, spokojnie, bez ataku, bez pretensji.

Jednocześnie, bez pomniejszania siebie i udawania, że wszystko jest w porządku, kiedy wcale nie jest. Bo może problemem wcale nie jest to, że ktoś się nie wywiązał, tylko to, że my przez cały ten czas nie potrafimy powiedzieć: „Hej. To nie jest to, na co się umawialiśmy.”

Tutaj chyba warto się zatrzymać i zobaczyċ, ile razy w swoim życiu przemilczałaś coś, co od początku Ci nie pasowało, a później tygodniami albo miesiącami o tym myślałaś?

I ile razy zamiast porozmawiać o czymś z właściwą osobą, rozmawiałaś o tym z wszystkimi innymi dookoła?

Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.

Czy Ty w ogóle dopuszczasz do siebie to, że to Ty kreujesz swoją rzeczywistość?Czy uznajesz, że to, co dzieje się w Twoi...
01/09/2026

Czy Ty w ogóle dopuszczasz do siebie to, że to Ty kreujesz swoją rzeczywistość?

Czy uznajesz, że to, co dzieje się w Twoim życiu, jest w jakiś sposób związane z Tobą, z Twoimi wyborami, decyzjami, myślami, przekonaniami? Czy raczej uważasz, że życie po prostu Ci się przytrafia? Że wydarzenia się dzieją, ludzie coś robią, ktoś coś powiedział, ktoś coś zrobił, szef czegoś wymaga, sytuacja jest taka, a nie inna, i właściwie nie masz na to wpływu i niewiele możesz z tym zrobić?

Myślę, że właśnie od tego trzeba zacząć. Od uznania, że kreujesz swoją rzeczywistość.

Wiem, że dla wielu osób to może być trudne do przyjęcia, bo skoro naprawdę uznam, że to ja kreuję swoje życie, to jednocześnie biorę odpowiedzialność za siebie, za swoje wybory, za swoje decyzje, za swoje czyny. A wtedy już trochę trudniej powiedzieć, że to wszystko przez niego, przez nią, przez szefa, przez rodziców, przez system, przez sytuację, przez korki, przez pracę, przez życie.

Bo jeżeli to ja kreuję, to pojawia się pytanie: co ja sobie tutaj kreuję i po co? Czy to jest na pewno moje? Czy to jest takie życie, jakiego naprawdę pragnę?

Bo przecież mamy tę wolność, tę nieograniczoną możliwość kreacji, a jednak bardzo często kreujemy pod wpływem innych. Pod wpływem opinii, rad, przekonań, tego, co wypada, a czego nie wypada. Wybieramy nie swoje, tylko czyjeś. Bo ktoś nam tak powiedział, doradził, bo ktoś nam tak kazał.

Chociaż właściwie kazać nikt nam nic nie może.

Tylko że my i tak to wybieramy, bo uznajemy kogoś za autorytet. Bo to mama, babcia, one wiedzą. One się o nas troszczą. Jest tata, wujek, dziadek. Później pojawiają się nauczyciele, mentorzy, przyjaciele, ludzie, których spotykamy i którzy przecież chcą dla nas dobrze. Doradzają nam, mówią, co jest dla nas lepsze, co powinniśmy zrobić, jak powinniśmy żyć.

I wtedy my, co robimy? Kreujemy swoją rzeczywistość przez jaki pryzmat? Przez czyjeś subiektywne opinie, przez to, czego ktoś inny "nauczył" się o życiu i co uznał za właściwe.

Nie oceniam tego, nie mówię, że to jest dobre albo złe. Po prostu tak bardzo często jest.

Ja sama przez wiele lat wybierałam tak, jak "powinnam" była wybrać. Tak, jak byłam nauczona. Tak, jak widziałam, że wybierają ludzie wokół mnie. W sposób jaki oni decydowali o swoim życiu.

Każdy z nich oczywiście kreował swoją rzeczywistość i każdy dokonywał własnych wyborów. Tylko czy to była świadoma kreacja? Czy to naprawdę było to, czego oni chcieli, czego pragnęli, jak naprawdę chcieli żyć?

Z mojego punktu widzenia, odpowiedź brzmi: nie.

Bo można kreować swoje życie i jednocześnie wcale nie kreować go świadomie.
Można przez całe życie wybierać zgodnie z oczekiwaniami innych, zgodnie z tym, co wypada, zgodnie z tym, co trzeba. Zgodnie z tym, jak wszystko jest zbudowane.
Rodzina, szkoła, społeczeństwo, system, środowisko, w którym dorastamy. Wszystkie te schematy, ograniczające punkty widzenia, przekonania i narzucenia, które gdzieś po drodze przyjmujemy jako swoje.
I później żyjemy według nich, nawet nie zastanawiając się, czy naprawdę są nasze.

Mamy pracę, rodzinę, dzieci, zobowiązania. Mamy coś, co trzeba ogarnąć. Mamy kredyt, dom, firmę, dojazdy, obowiązki.

I kiedy tylko pojawia się myśl, że może chciałabym coś zmienić, natychmiast pojawia się: „No ale przecież muszę".

Naprawdę? Czy naprawdę musisz? Czy naprawdę nie masz innego wyjścia?
Spróbuj kiedyś usiąść z takim pytaniem przy kolejnym wyborze czy decyzji. Nie po to, żeby od razu wszystko rzucać, wywracać swoje życie do góry nogami i podejmować jakieś drastyczne decyzje. Tylko żeby zobaczyć.

Czy istnieje coś takiego jak „muszę"? Skąd w ogóle pochodzi ten koncept?

Bo oczywiście możemy powiedzieć: mam zobowiązania, mam dzieci, mam pracę, mam firmę, mieszkam tutaj, muszę dojeżdżać, muszę zrobić to i tamto.
Okej. Ale skąd się wzięło to życie? Skąd wzięła się ta praca, ta firma, ten sposób życia, te zobowiązania, te wszystkie rzeczy, które dzisiaj nazywasz „muszę"?

Skoro to Ty je wybrałaś czyli je wykreowałaś, to czy wybierasz i kreujesz je świadomie?
Czy jest to życie, którego naprawdę pragniesz?

Bo zobacz, jak często słyszysz a może nawet mówisz: „Ja nie mam czasu, bo dojeżdżam do pracy przez godzinę, a czasami przez dwie, bo są korki. Nie mam czasu zapisać się na te ćwiczenia, na te zajęcia taneczne, o których marzę już od dawna. Nie mam czasu nauczyć się języka, chociaż tak bardzo bym chciała".

Chcesz tego? Pragniesz tego? Czy tylko tak mówisz?

Bo z jednej strony mówisz jedno, a z drugiej strony zobacz, co sobie kreujesz.

I wtedy oczywiście pojawia się cała lista powodów zewnętrznych. Mam taką pracę, mieszkam na drugim końcu miasta, są korki. Nie mam czasu. Tak już jest.

Tylko kto to wszystko kreuje?

Nie chodzi mi tutaj o to, żeby obwiniać siebie za wszystko, co wydarza się w życiu. Chodzi o coś zupełnie innego, o zauważenie, o zatrzymanie się i spojrzenie na siebie trochę szerzej i głębiej.
Bo może na początek właśnie tyle wystarczy. Zauważyć...

A kiedy już zauważysz, możesz zacząć przyglądać się temu, co naprawdę jest Twoje. Swoim pragnieniom, swoim wyborom, swoim myślom. Możesz zacząć poznawać siebie i zobaczyć, w jakiej rzeczywistości chcesz żyć i jaką rzeczywistość chcesz dla siebie kreować.
Tak naprawdę, poza tym wszystkim, czego nauczyli Cię inni.

Poza tym, co wyniosłaś z domu, ze szkoły, z podwórka, z religii, ze społeczeństwa. Poza tym „u nas zawsze tak było", „wszyscy tak robili", „mama i babcia tak żyły", „przecież to jest dobre życie, bo mam dobrą pracę, rodzinę, dzieci, jadę na wakacje".

I może rzeczywiście jest. Jeżeli jesteś w tym szczęśliwa, jeżeli dobrze Ci z tym życiem, jeżeli się nim cieszysz, to jest okej. Naprawdę. Bo nie chodzi o to, że każdy ma coś zmieniać na siłę. Nie chodzi o to, że praca na etacie jest zła, małżeństwo jest złe, rodzicielstwo jest złe, życie ułożone według utartego wzoru jest złe.
Nie. To też jest Twoja kreacja.

Jeżeli Ci służy, jeżeli tego chcesz, jeżeli dobrze się w tym czujesz, wybieraj to.

Tylko zobacz, czy naprawdę wybierasz.

Bo jeżeli codziennie chodzisz do pracy, której masz dosyć, narzekasz na nią, przychodzisz do domu zmęczona, następnego dnia znowu idziesz, znowu narzekasz i jednocześnie niczego nie zmieniasz, to też jest wybór. Twój wybór, świadomy czy nie.

Kreujesz sobie również to narzekanie, ten kwas, to niezadowolenie. To poczucie, że nic nie możesz zrobić.

Dlaczego? Bo tak łatwiej, bo wtedy zawsze można na kogoś zrzucić odpowiedzialność.
Szef kazał. Mąż zrobił. Żona powiedziała. Dzieci wymagają. Pani w szkole zrobiła to. Ktoś zarządził czymś i ja musiałam.

Można tak całe życie przeżyć w pozycji ofiary, która nie ma wpływu, której wszystko się po prostu przytrafia.

Tylko jeżeli już zaczynasz to widzieć, jeżeli zaczynasz zauważać swoje schematy, jeżeli zaczynasz dostrzegać, że coś robisz dlatego, że tak Cię nauczono, że masz taki program, to co teraz?
Skoro już to widzisz, to co z tym zrobisz?

Znowu powiesz: „No ale ja już taki mam schemat, tak mnie nauczyli, taki program mam wgrany"?

Okej. Cokolwiek z tym zrobisz, to będzie Twój wybór, Twoja kreacja.
I być może wybierzesz, żeby nic z tym nie robić, bo tak wygodniej, bo tak bezpieczniej. Bo już tyle lat jesteś z tą kobietą albo z tym mężczyzną, bo są dzieci, bo masz pracę. Bo to już tak jest.

I to też jest okej. Dopóki Ci to wystarcza. Dopóki dobrze się w tym i z tym czujesz.

Tylko w momencie, kiedy zaczynasz mieć jakieś przebłyski, jakieś prześwity, kiedy coś zaczyna Ci chodzić po głowie i pojawia się gdzieś z tyłu pytanie: „Kurczę, czy to naprawdę jest tylko to? Czy po to tutaj jestem?", to może warto się przy tym pytaniu zatrzymać.

Bo może właśnie tam zaczyna się coś nowego...

Nie namawiam Cię do rzucenia pracy. Nie namawiam Cię do rozstania. Nie namawiam Cię do wywracania swojego życia do góry nogami.

Chodzi o jedno pytanie: czy życie, które sobie kreujesz, jest rzeczywiście tym, którego pragniesz?

Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.

☀️ Mam do odstąpienia duży apartament na Costa del Sol - Marina Dorada ☀️Dostępne są dwa terminy:📅 16–23 stycznia 2027lu...
29/08/2026

☀️ Mam do odstąpienia duży apartament na Costa del Sol - Marina Dorada ☀️

Dostępne są dwa terminy:
📅 16–23 stycznia 2027
lub
📅 23–30 stycznia 2027

Apartament jest duży i przestronny ma ok. 90m². Są w nim 3 dwuosobowe sypialnie, duży salon, w pełni wyposażona kuchnia, 2 łazienki oraz prywatny taras.

W sypialniach wygodnie śpi 6 osób, a w salonie znajduje się rozkładana sofa dla kolejnych 2, w sumie apartament może pomieścić do 8 osób.

Apartament znajduje się w części Marina Dorada Superior, na terenie dużego kompleksu Ramada Hotel & Suites by Wyndham Costa del Sol.

Jest to dodatkowy plus tego pobytu, bo nie jest to po prostu wynajęcie samego apartamentu. W ramach pobytu można korzystać z infrastruktury i atrakcji dostępnych na terenie całego kompleksu tj. basenów, w tym podgrzewanego basenu zewnętrznego, co jest szczególnie fajne w styczniu, a także dostępnych na terenie resortu stref rekreacyjnych i sportowych. Są tam m.in. jacuzzi, siłownia, fitness, korty tenisowe, klub dla dzieci, animacje i wieczorne atrakcje. (Można z nich korzystać, nie trzeba 😊)
Na terenie kompleksu znajdują się również restauracje, bary, pizzeria i sklepy, a terenie resortu można poruszać się resortową kolejką.

Cały kompleks jest bardzo ładnie położony wśród palm, ogrodów i basenów, niedaleko Fuengiroli, blisko plaży. To świetna baza zarówno na spokojny, zimowy odpoczynek w słońcu, jak i na zwiedzanie Andaluzji.

W okolicy jest przepiękne Mijas Pueblo, jedno z charakterystycznych białych andaluzyjskich miasteczek, z wąskimi uliczkami, widokami, osiołkowymi taksówkami i mnóstwem małych miejsc do odkrycia. W drugą stronę jest Benalmádena z kolejką linową i wspaniałymi widokami, a trochę dalej słynne Caminito del Rey. Można również wybrać się na Gibraltar.

Z lotniska w Maladze można bez problemu dostać się na miejsce również bez wynajmowania samochodu. Z lotniska kursuje kolejka podmiejska Cercanías 30 minut do Fuengiroli, a stamtąd można podjechać taksówką lub autobusem.

Styczeń na Costa del Sol ma naprawdę swój urok. Kiedy u nas jest środek zimy, tam można złapać słońce, pospacerować nad morzem, pozwiedzać, korzystać z basenu i po prostu na tydzień zmienić klimat ☀️🌴

💰 Cena za cały apartament na 7 nocy: 3600zl

📍 Marina Dorada, Costa del Sol, Hiszpania
🏡 ok. 90m2
🛏️ 3 dwuosobowe sypialnie
🛋️ salon z rozkładaną sofą dla 2 osób
🍽️ w pełni wyposażona kuchnia
🛁 2 łazienki
☀️ prywatny taras
👨‍👩‍👧‍👦 do 8 osób
🏊 dostęp do infrastruktury i atrakcji kompleksu
📅 16–23.01.2027 lub 23–30.01.2027
💰 3600 zł za cały apartament / 7 nocy

Jeśli ktoś byłby zainteresowany, piszcie do mnie prywatnie 😊
Ja na pewno będę tam od 23-30 stycznia, więc mogę wspomóc przy dojeździe zakwaterowaniu bądź czymkolwiek innym co będzie potrzebne 😊

Mam do odstąpienia apartament w Marina del Rey na Costa del Sol w terminie 15–22 stycznia 2027.To duży apartament, około...
25/08/2026

Mam do odstąpienia apartament w Marina del Rey na Costa del Sol w terminie 15–22 stycznia 2027.

To duży apartament, około 78 m², dwie dwuosobowe sypialnie, przestronny salon z rozkładaną sofą, kuchnia, łazienka i taras/balkon. W apartamencie może wygodnie nocować do 6 osób. Cena apartamentu za tydzień to 2800 zł.

Marina del Rey jest częścią kompleksu Ramada Hotel & Suites by Wyndham Costa del Sol, położonego około pół godziny od Malagi. Z lotniska w Maladze można wynająć samochód lub bardzo łatwo dostać się tam również bez samochodu gdyż bezpośrednio z lotniska kursuje podmiejska kolej Cercanías, którą w około 35 minut dojeżdża się do Fuengiroli. Z Fuengiroli taksówką bądź autobusem do hotelu.

Miejsce jest naprawdę fajne niskie, jasne budynki w hiszpańskim stylu, palmy, dużo zieleni i baseny. Jest spokojnie, jednocześnie blisko miasteczka . Do Fuengiroli jest około 4 km, więc można dojść do centrum plażą wzdłuż wybrzeża i promenady.

Jeśli ktoś lubi zwiedzać, to okolica daje naprawdę ogrom możliwości.

Niedaleko jest Mijas Pueblo, przepiękne białe miasteczko w górach, z wąskimi uliczkami, cudownymi widokami i słynnymi „taksówkami” które ciągną osiołki 🫏. Jest tam też manufaktura czekolady i lodów oraz mnóstwo małych knajpek i sklepików.

W drugą stronę mamy Benalmádenę i kolejkę linową na Monte Calamorro. Można wjechać wysoko w góry, podziwiać widoki całego wybrzeża, a na górze zobaczyć pokazy ptaków drapieżnych - między innymi orłów.

Można również odwiedzić Caminito del Rey, słynny szlak poprowadzony wśród stromych ścian wąwozu, który naprawdę robi wrażenie.

Można też wybrać się na Gibraltar, a jeśli ktoś ma ochotę na jeszcze dalszą wyprawę, to z niedalekiej okolicy można popłynąć promem do Maroka.

Tak naprawdę można tam zrobić sobie dokładnie taki wyjazd, na jaki ma się ochotę – plaża, basen, spacery, dobre jedzenie, białe andaluzyjskie miasteczka, góry albo jednodniowe wycieczki. A wszystko to w styczniu, kiedy u nas jest środek zimy. ☀️

📍 Marina del Rey, Costa del Sol, Hiszpania
📅 15–22 stycznia 2027
🏡 Apartament 2-bedroom, ok. 78 m²
👨‍👩‍👧‍👦 Do 6 osób
💰 2800 zł za cały apartament / 7 nocy

Jeśli ktoś byłby zainteresowany, napiszcie do mnie prywatnie.

14/08/2026

„Czytałam to i jakbym czytała o sobie. Nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać z tego powodu..."

To nagrała mi koleżanka po przeczytaniu ostatniego posta, w którym pisałam o tym, że przez całe życie ktoś nam mówi, jak mamy żyć. Nie rób tak, zrób to inaczej, na twoim miejscu zrobiłabym tak, powinnaś, musisz. Skończ studia, znajdź porządną pracę, kup mieszkanie, odłóż na wakacje, ustaw się. I robisz to wszystko, punkt po punkcie, i naprawdę Ci się udaje. A potem stoisz w środku tego, co miało być dobrym życiem, i nie wiesz, co w tym jest dla Ciebie. Co Cię karmi od środka. Co tu jest Twoje.

I jeżeli czytasz to teraz i coś Ci się w środku ścisnęło, to znaczy, że może jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym była ona.

Odpowiedziałam jej, że przecież nie ma dobrze, nie ma źle. Są tylko te rzeczy, którym nadajemy znaczenie. A jak czemuś nadajemy znaczenie, to idzie tam za dużo energii, jest za duża presja i to nam wybija.

Wybija, bo kiedy coś czytasz i widzisz tam siebie, od razu ustawiasz się w tej dualności, w której żyjemy, i automatycznie wpadasz w „czy to dla mnie dobrze, czy to dla mnie źle". Cieszyć się czy płakać. I zamiast przyglądać się temu, co zobaczyłaś, rozstrzygasz, jak masz się z tym czuć.

A jakby to było nie oceniać a tylko zauważyć, po prostu się temu przyglądać?

Bo może od dawna coś Ci już świta, coś już wiesz. Tylko nie do końca jeszcze to widzisz, nie do końca rozpoznajesz. A przez głowę przechodzi Ci: „chyba tak mam", „tak mi się wydaje", „coś w tym jest". I dopóki to tak brzmi, nie da się z tym nic zrobić.

A potem czytasz kilka zdań, widzisz to napisane czarno na białym, i stwierdzasz: kurczę, to jest o mnie, to jest moje...

Nie dlatego, że ktoś powiedział Ci, jaka jesteś. Tylko dlatego, że coś w Tobie rozpoznało siebie.

I to jest ta jedna rzecz, która się tu wydarzyła, a od tego momentu przestajesz działać całkowicie z automatu, bo nie da się już "odwidzieċ" czegoś, co się raz zobaczyło.
Tutaj pojawia się przestrzeń, a w tej przestrzeni pojawia się możliwość wyboru.

Oczywiście, o ile w ogóle chcesz coś zmienić, o ile chcesz coś wybrać...
Bo nie musisz niczego sobie udowadniać i nie musisz nic "naprawiać". Wystarczy, że zobaczysz siebie, swoje wybory i to, co tworzysz. Wtedy możesz zdecydować, czy nadal to wybierasz i czy nadal właśnie tego chcesz doświadczać w swoim życiu.

I tutaj, zamiast pytać siebie, czy to dobrze, czy źle, zapytaj: co mi to pokazuje? Gdzie ja w tym wszystkim tak naprawdę jestem?

I pamiętaj, że wybierać możesz cały czas, że wybór możesz zmieniać co dziesięć sekund. To nie jest jedna wielka decyzja, którą podejmujesz raz i musisz jej dotrzymać.
To jest Twoje życie i tak jak wybierasz, tak będzie się kreować.

A skoro już to widzisz, to co wybierasz jako następne?

Przestrzeń Papilo
Ciało wie. Usłysz je.

Address

Ye-Ni

Opening Hours

Tuesday 12:00 - 19:00
Wednesday 12:00 - 19:00
Thursday 11:00 - 19:00
Friday 11:02 - 20:00
Saturday 11:00 - 20:00
Sunday 11:00 - 18:00

Telephone

+48575738753

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Przestrzen Papilo posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share