30/09/2026
SEZON LODOWY 2026 - UZNAJĘ ZA ZAMKNIĘTY!
(Troszkę się rozpiszę. Będzie chaotycznie, nieskładnie, będą powtórzenia - jestem rozemocjonowany, a to nie matura!)
Kochani, no i stało się. Zamknąłem drzwi lodziarni, wyłączyłem maszyny, a ostatnia porcja lodów zniknęła szybciej niż moje postanowienie, żeby nie podjadać w pracy (ale sami wiecie: kontrola jakości to podstawa!)
Przyjaciele, to był dla mnie bardzo specjalny rok.
Będę długo pamiętał wszystkie uśmiechy i radości, które były związane z moimi lodami.
Było mnóstwo sytuacji ko(s)micznych (nie, nie powiem Wam, kto zapytał, czy lody waniliowe są bez wanilii... ale wiem, że ta osoba będzie to czytała), były też emocje ściskające serce i wywołujące łzy. Takie, co to człowiek stał za ladą i udawał, że mu coś w oko wpadło i głos mi się łamał…
Za tą ladą stałem nie tylko po to, żeby sprzedawać lody.
Stałem tam, żeby patrzeć, jak mała Zuzia pierwszy raz w życiu próbuje lodów (i po chwili ma w nich całą twarz) — i jak jej mama się śmieje przez łzy, bo to był ich pierwszy wspólny spacer po długiej chorobie.
Stałem tam, kiedy pierwszy przyszła pani Anna bez zawsze obecnego przy niej towarzyszą i wzięła porcję lodów śmietankowych, "ja nie lubię lodów - powiedziała, - ale mąż lubił, a on już nie żyje, a ja nie umiem przestać przychodzić".
Stałem tam, kiedy jeden młody chłopak, strasznie zdenerwowany, kupował dwa lody. Ręce mu się trzęsły, a głos drżał z emocji. Wiem że potem zapytał swoją dziewczynę, czy zostanie jego żoną.
Byli u mnie ostatnio — z obrączkami na palcach. 🙂
Zyskałem w Was wielu przyjaciół.
I na szczęście tylko kilku wrogów.
Ci drudzy to głównie pan, który na mnie nakrzyczał, a jak niektórzy z Was wiedzą, na mnie nie wolno krzyczeć. Bo… nie! Minęło jednak trochę czasu i: Panie — nadal mi przykro. Ale nie aż tak bardzo. 😄
Jak po każdym lodowym sezonie szczególne miejsce w mojej pamięci zajmują dzieciaki ze Szkoły Muzycznej. Wpadały po lekcjach (i między lekcjami) pachnąc muzyką i z nutami pod pachą, plecakami i instrumentami często większymi od siebie i minami, które mówiły wszystko, gdy widziały otwartą lodziarnię.
Poznałem też wielu rodziców, którzy czekali na swoje pociechy przy kawie albo lodach. Czasem „tylko dla dziecka”, choć „bez posypki!” Często mówiło coś zupełnie innego. 😉
Dziękuję za wszystkie rady! Wiele z nich wprowadzę w przyszłym roku. Niektóre nawet takie, o które nie prosiliście. 😉
Mam wrażenie, że w tym roku popełniłem troszkę mniej błędów niż wcześniej. Ale za wszystkie bardzo serdecznie przepraszam, licząc na to, że w przyszłości będzie ich jeszcze mniej, a może nawet... że się nie pojawią.
Dziękuję, że byliście. Dziękuję, że wracaliście. Dziękuję, że czasem po prostu staliście i gadaliście, bo niekoniecznie chcieliście lody, a po prostu - pogadać.
Dziękuję Wam wszystkim.
Ta lodziarnia przez te kilka miesięcy była czymś więcej niż drewnianym domkiem z maszyną do lodów.
Stała się kawałkiem naszego Parku.
Miejscem spotkań, krótkich rozmów, długich rozmów, rodzinnych spacerów, randek (a czasem i kłótni), powrotów ze szkoły i małych codziennych przyjemności (i dramatów, np kiedy lód spadł na ziemię…).
Na koniec (prawie koniec) chcę podziękować jeszcze kilku osobom, o których może nie zawsze myślicie, kiedy patrzycie na nasz Park.
Dziękuję Wspaniałym Paniom z Urząd Miasta Stalowa Wola (one będą wiedziały o kogo chodzi) za to, że w tym roku park zrobił się jeszcze bardziej przyjazny. Za nowe ławki i kosze. Niby zwykłe rzeczy, a jednak dzięki nim można było usiąść, odpocząć, zjeść loda i zostać w parku trochę dłużej.
Dziękuję również Zieleni Miejskiej - Panie z Zieleni to najsympatyczniejsze uśmiechy i permanentny optymizm(a często wstawały o 3 rano!)! 😄
Bywały czasami, ale, przy okazji, regularnie przypominały mi, że po parku niestety nie zawsze chodzą ludzie, którzy po zjedzeniu loda nie potrafią wrzucić do kosza papierka, kubka czy słomki…
…I tak oto Panie miały swoje lody, ja miałem swoje wyrzuty sumienia, a park… miał (nie miał!) swoje papierki. 😂
A skoro już jesteśmy przy sprzątaniu, ogromne podziękowania należą się najlepszym Panom z MPK, którzy nigdy nie mieli problemu z ciezkim koszem, a zawsze, chociaż zmęczeni, mieli dobry humor.
…
Teraz park ucichnie.
Nie będzie dzieciaków wybiegających ze szkoły muzycznej, pytań o smaki ani próśb o „jeszcze troszkę posypki, ale tak, żeby pani nie zobaczyła!”.
Będzie za to czekanie na wiosnę, pierwsze ciepłe popołudnie i pierwszego klienta, który podejdzie do okienka i zapyta:
„Dzień dobry! Jakie są dzisiaj lody?”
A ja będę się wtedy uśmiechał jak głupi, bo będę wiedział, że znowu zaczynamy.
Do zobaczenia na wiosnę.
Dbajcie o siebie.
Będę tęsknił.
Naprawdę.