31/03/2026
Przyznaję - zgrzeszyłem. Nieumiarkowanie w jedzeniu to może nie jest grzech śmiertelny, ale mi zdarza się go popełniać niemal w każdy piątek. Rytuał spotkań z przyjacielem "w każdy pierwszy piątek tygodnia" prowadzi nas bowiem co tydzień w miejsca z kuchnią dobrą, a nawet bardzo dobrą. Nader często jest to sierakowska "K**a". Jej menu znamy na pamięć i w tej współczesnej wersji i poprzedniej, zatem choć jest to znajomość dobrych smaków bywa, że trudno się zdecydować - fantastyczne flaki, czy może doskonały żurek. Może przepyszne żebro wołowe - a może coś lżejszego - sandaczyk - wow. Ta trudność decyzyjna jest już znana w tym zacnym lokalu, stąd pewien nieformalny przywilej jakiego udzielił nam szef kuchni - jeśli tylko jest coś w przygotowaniu - dostajemy do spróbowania dania przygotowane do menu na weekend. Dzisiaj Mistrz Paweł Polus podszedł do nas już po skończonym obiedzie i powiada: "przed chwilą wyjechała z pieca pieczeń z dzika - spróbujecie?" Mój współbiesiadnik się poddał, ja postanowiłem podjąć rękawicę i była to najlepsza decyzja jaka podjąłem bodaj, że przez cały tydzień. Kruchutka, aromatyczna dziczyzna w esencjonalnym sosie pełnym suszonych grzybów, marynowanej papryczki i ogóreczków, ciemnym, gęstym... WOW jest zjawiskowym ucieleśnieniem talentów Mistrza w wydaniu na złoty medal kulinarnych mistrzostw galaktyki... Tyle... To był tylko "maleńki" kawałeczek na próbę, bez dodatków, bez tego fantazyjnego przybrania - po prostu pieczeń i sos i odlot... wprost do kulinarnego nieba. Jeśli macie ochotę na fantastyczny, polski, a jednak ciut egzotyczny weekendowy obiad poza domem - mam dla Was adres - restauracja "K**a Park" Sieraków... (Zdjęcie tej próbki pieczeni zrobiłem telefonem, wszak poszedłem tylko na obiad z przyjacielem nie do pracy).