10/06/2026
Stało się. Brzdęknęła dyszka!
Równo 10 lat temu zastanawiałem się, czy ta fantazja o rzymskiej pizzerii ma sens.
Ja, politolog wyuczony, dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem, nagle zapragnąłem rzucić to wszystko i realizować skryte marzenia.
Wybór miejsca nie był przypadkowy. Lubię tę okolicę. Kiedy byłem jeszcze w liceum, mój Ojciec poprosił mnie o przysługę, abym jego firmowym polonezem pojechał na Olimpię coś odebrać. W Poznaniu bywałem, ale to był mój pierwszy raz, gdy kierowałem. Miałem z 17–18 lat. Z tej wycieczki pamiętam ulicę Dojazd; nie wiem dlaczego utkwiła mi w pamięci, ale utkwiła. Pamiętam też Olimpię, bo wjeżdżałem pod zakaz...
Potem na studiach poznałem dziewczynę, która mieszkała na Dojeździe 5. Nawet trochę u Niej mieszkałem. Do dzisiaj z niedoszłym teściem zbijamy piątki pod pizzerią, bo wciąż mieszka w okolicy.
Gdy zobaczyłem ofertę wynajęcia lokalu na Dojeździe, pomyślałem, że to znak, który muszę wykorzystać.
Wciąż pytacie, dlaczego pizza i dlaczego Tomasz i Pomidory. Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prozaiczna: nie spałem na kasie. Pieniądze na otwarcie pożyczyłem od rodziny, która też na kasie nie spała, więc zaciągnęła kredyt. Miałem kilka innych pomysłów, ale ostatecznie postawiłem na pizzę ze względu na jej popularność. Zminimalizowanie ryzyka było najważniejsze.
Choć to nie do końca cała prawda. Bo z jednej strony wiedziałem, że ten biznes musi się udać, a z drugiej – nie chciałem robić kolejnej chamskiej osiedlówki, których było w tamtym czasie na pęczki.
Chciałem zrobić coś, czego w Poznaniu jeszcze nie było, a to wiązało się z ryzykiem. Chciałem pokazać Wam, jak może wyglądać prawdziwa pizza.
Podróże kochałem od zawsze. W Rzymie zakochałem się po uszy, a tamtejsza gastronomia oszołomiła mnie od pierwszego kęsa. Zwiedzałem, jadłem, dopytywałem, podglądałem od zawsze. Nigdy nie myślałem, że kiedyś mi się to przyda.
W tamtym czasie, 10 lat temu, w Poznaniu pizza stała słabo. Była jedna neapolitańska i dwie, które robiły po włosku, choć nikt nie wiedział, w jakim stylu są to pizze – nawet właściciele. Były też takie pizzerie (i nadal są!), które wpisywały pancettę w menu, a podawały zwykły boczek. Zgroza!
O pizzy rzymskiej nikt wtedy nie słyszał. To było ryzyko, które poniosłem. Ryzyko, które okazało się sukcesem. Szybko okazało się, że ludzie chcą nie tylko jeść. Ludzie chcą wiedzieć, co jedzą. Chcą wiedzieć, dlaczego to jedzą. Ludzie chcą rozmawiać o tym, co jedzą.
To właśnie oryginalne, historyczne przepisy na pizzę rzymską w połączeniu z rozmowami na temat pizzy sprawiły, że Tomasz i Pomidory stał się miejscem wyjątkowym. Mało jest lokali, w których możesz pogadać z szefem na temat tego, co kładzie Ci na talerz.
A dlaczego Tomasz i Pomidory?
Zawsze idę pod prąd. Taka postawa zmusza ludzi do myślenia: dlaczego? Jakbym nazwał pizzerię Milano, Vesuvio, Romana, to każdy by przeszedł obok tego miejsca bokiem. A ja chciałem, abyście mnie zapamiętali.
Moje doświadczenie mówiło też, że im bardziej knajpa nazywa się po włosku, tym mniej włoskich rzeczy jest w kuchni. Bardzo długo myślałem nad nazwą, aż któregoś dnia puścili w radio jakiś kawałek zespołu Tymon i Tranzystory. Uderzenie było potężne: Tomasz i Pomidory! Nie było już odwrotu.
10 lat temu wymyśliłem menu, którego do dzisiaj nie zmieniłem. 15 pozycji: 6 wege, 2 rybne, 5 mięsnych, 2 mięsne na słodko. Pamiętam, że pomysłów było wiele. Kilka tygodni przed otwarciem dałem znać na Facebooku, że robimy dzień testów. Mieliśmy kilkadziesiąt pozycji do przetestowania. Pierwsze pytanie, jakie pojawiło się w mojej głowie: co ja zrobię z taką górą pizz? Zaprosiliśmy więc Was na degustację. Przychodziliście, jedliście, co akurat z pieca wyszło. Próbowaliśmy i słuchaliśmy Waszych opinii. Pamiętam, że postawiłem słoik "co łaska". Z uzbieranych pieniędzy pokryliśmy koszty składników, a menu zachowałem do dziś.
Wszystkie tomaszowe pizze są rzymskie – jeśli myślimy o cieście. Jeśli chodzi o kompozycje, to poszedłem dalej. Mamy tu klasyczne pozycje z Wiecznego Miasta, ale mamy też te z innych regionów. Są klasyki jak Napoletana, Margherita, Marinara czy Mastunicola, ale też sycylijskie wariacje z figami czy gruszkami.
Tomaszowym daniem sztandarowym jest właśnie Mastunicola. Istnieje teoria, że jest to najstarsza pizza świata. Jeszcze przed Kolumbem marynarze mieli brać na statki placki z roztopioną słoninką. Ja się z tym nie do końca zgadzam, ale to opowieść na inny raz.
Tak czy siak, niemal wszystkie składniki sprowadzamy z Włoch. Mamy zaufanego Włocha, który raz na dwa tygodnie pakuje wszystko na paletę i przesyła do nas (dzisiaj jedna taka paleta właśnie dotarła).
Świeże warzywa, zioła, owoce kupujemy w Polsce. Wyjątkiem są oczywiście pomidory, których używamy do naszego niepowtarzalnego sosu, i jeszcze parę rzeczy, które u nas nie rosną (karczochy, oliwki, kapary).
Dziś mija 10 lat. I nie świętujemy jakoś specjalnie. Nie mamy czasu na wygibasy. Pełna koncentracja na pracy. Wczoraj wchodziłem przed 11:00, a wychodziłem przed 23:00. Dzięki temu dzisiaj jest tak samo, jak wczoraj i jak 10 lat temu. Wszystko zaplanowane, wszystko przygotowane, wszystko czekające na Was. Bo Wasz uśmiech i dobre słowo po zjedzonej pizzy jest dla nas największym prezentem.
Z tą gotowością to też nie było tak od samego początku. Pamiętam, że otwarcie przekładaliśmy raz, bo nie wyrobiliśmy się z remontami. O mały włos musielibyśmy przekładać drugi raz, bo w nocy poprzedzającej otwarcie nawaliła nowa maszyna do mieszania ciasta. Pamiętam, że pomogli mi wtedy dobrzy ludzie z Forno Italia, gdzie przez kilka dni mieszałem ciasto i przewoziłem je do własnej lodówki.
Wiele osób przewinęło się przez tomaszową kuchnię. Krzysiek, Marta, Kasia, Julka, Zuza, Paula, Tomek, Luigi, Michał, Witek – nie sposób wymienić wszystkich. Dziękuję wszystkim, którzy dali cząstkę siebie.
Specjalne podziękowania dla mojej Jhuly, która tworzy Tomasz i Pomidory już od 6 lat! Bez Ciebie tego miejsca już by nie było. Dajesz mi siłę, aby uprawiać ten ciężki kawałek pola.
No i oczywiście dziękuję Wam wszystkim, Kochani. To Wy rozświetlacie to miejsce swoją obecnością. To Wy sprawiacie, że warto. To Wy powodujecie, że choć ciężko, to rękawy zakasane i przemy do przodu.
W mojej głowie sporo pomysłów na przyszłość. Z Waszą pomocą wiem, że wszystko się uda. Trzymajcie za nas kciuki. Odwiedzajcie nas! Do zobaczenia i Tomasza.
10 lat! Wow. Kto by pomyślał...
🍕🍕🍕❤️❤️❤️🍕🍕🍕