18/06/2025
👀WIDMO 🧪SINIC a REALNA SZKODA - czy Okuninka padła ofiarą urzędniczego 🚫 błędu?
W poniedziałek 16 czerwca 2025 r., tuż po wschodzie słońca, nie działo się nic, co mogłoby sugerować nadchodzące zamieszanie. Jednak Około godziny szóstej rano jeden z mieszkańców dostrzegł coś nietypowego. Niebieskawa smuga unosząca się wśród trzcin, wzdłuż brzegu, nie przypominała zwykłego zakwitu glonów czy błota – ciągnęła się na długości kilkunastu metrów. To wystarczyło, by uruchomić reakcję łańcuchową, która w ciągu kilkunastu godzin objęła nie tylko lokalne władze, lecz także media krajowe i naraziła na straty dziesiątki przedsiębiorców z regionu a także na szwank wizerunek naszego Jeziora Białego.
Około godziny dziewiątej na miejsce przyjechali przedstawiciele służb i samorządu - Urzędu Gminy Włodawa, Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologiczne oraz Państwowej Straży Pożarnej. Potwierdzili, że na powierzchni wody rzeczywiście unoszą się sinice – organizmy, które w dużym stężeniu mogą być groźne dla zdrowia. Pobrano próbki do dalszych badań, lecz na tym etapie nie wydano żadnego oficjalnego komunikatu ani decyzji w tej sprawie.
Kilka godzin później, między 16:00 a 17:00, na oficjalnym profilu Gminy Włodawa na Facebooku pojawił się komunikat: „Zakaz kąpieli na całym terenie Jeziora Białego z powodu zakwitu sinic.” Wpis zawierał zalecenia, by z wody nie korzystały dzieci, kobiety w ciąży i osoby z obniżoną odpornością. Decyzja ta – jak zaznaczono – została podjęta na podstawie wizji lokalnej i rekomendacji pracowników obecnych na miejscu. Nie powoływała się na wyniki laboratoryjne ani oficjalne stanowisko SANEPID-u lub innych, kompetentnych w tej sytuacji służb. Niezrozumiałe było także to, że oficjanie ogłoszono zagrożenie na całym obszarze Jeziora Białego, pomimo faktu że sinice zaobserwowano jedynie na obszerze nie przekraczającym łącznie 12m2 (co stanowi około 0,001132% powierzchni Jeziora Białego).
Wieczorem sytuacja zmieniła się równie szybko, jak się zaczęła. Około godziny 20:00 relacje świadków wskazywały, że sinice zniknęły. Woda była krystalicznie czysta, a śladów porannego osadu nie dało się już nigdzie dostrzec. Wśród mieszkańców i turystów pojawiło się zaskoczenie – czy to możliwe, że naturalne zjawisko minęło w ciągu zaledwie kilkunastu godzin? W sieci zaczęły pojawiać się pytania, a lokalni przedsiębiorcy, których działalność uzależniona jest od sezonu letniego, zaczęli reagować.
Wójt Gminy Włodawa, pytany o możliwość usunięcia lub zmiany treści komunikatu, odpowiedział, że nie zostanie on usunięty lub zmieniony. Jako uzasadnienie wskazał fakt, że służby były na miejscu, a sinice mogły przemieścić się z pomocą wiatru na inne części jeziora. Najgłośniej wybrzmiały głosy lokalnych przedsiębiorców. Właściciele punktów noclegowych, wypożyczalni i gastronomii informowali o dziesiątkach telefonów z pytaniami o sytuację nad jeziorem.
Wielu klientów zdecydowało się odwołać przyjazd. Sytuacja, która rozpoczęła się punktowo i lokalnie, skutkowała decyzją o zakazie obowiązującym na całym akwenie – decyzją, która dla niektórych oznaczała stratę finansową w najważniejszym momencie sezonu. Informacje z profilu gminy szybko podchwyciły media ogólnopolskie. Pomimo faktu że na miejscu woda – według obserwatorów – była już krystalicznie czysta, informacja poniosła się w Polskę - na głównych portalach informacyjnych pojawiły się nagłówki o zagrożeniu sinicowym nad Jeziorem Białym. Skala przekazu rosła – post Gminy Włodawa miał już ponad 250 udostępnień.
We wtorek rano nad jeziorem ponownie pojawiły się służby. Tym razem w poszerzonym składzie – do Gminy Włodawa, straży pożarnej i SANEPID-u dołączyli także przedstawiciele starostwa oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Przeprowadzono kolejne oględziny i pobrano nowe próbki. Kilka godzin później – około 12:00 - Gmina Włodawa wydała nowy komunikat. Potwierdzono poprawę jakości wody, zapowiedziano dalszy monitoring oraz kolejne spotkanie służb zaplanowane na środę, 18 czerwca – oficjalnie nie odwołała jednak zakazu kompieli na terenie całego Jeziora Białego.
Komunikat miał bardziej wyważony ton niż ten z dnia poprzedniego. To był impuls, decyzja podjęta bez namysłu, bez wyników badań, bez rozmowy z nami – mówi z wyraźnym rozżaleniem jeden z przedsiębiorców prowadzących działalność nad Jeziorem Białym, który poprosił o anonimowość. – Wystarczyło jedno zdjęcie sinicy i od razu zakaz kąpieli na całym jeziorze. Jak to możliwe? Kiedy wójt pisał ten post, nikt nie zapytał, co to oznacza dla nas – ludzi, którzy utrzymują się z ruchu turystycznego. Przecież to było tuż przed długim weekendem, kiedy rezerwacje są warte więcej niż cały maj. Wystarczyła godzina, dwie, by odebrać nam dziesiątki klientów. Ludzie zaczęli dzwonić, pytać, czy to prawda, a my nie mogliśmy nic powiedzieć, bo sami nie mieliśmy żadnych konkretów. Najgorsze jest to, że wszystko zniknęło tego samego dnia, a post został. Turyści widzieli tylko nagłówki o zakazie kąpieli. Nikt nie zobaczył drugiego komunikatu, że wszystko wróciło do normy. A my? Zostaliśmy z anulowanymi rezerwacjami i ciszą na plaży. Zabrakło rozsądku, zabrakło rozmowy. A wystarczyło poczekać na wyniki – dodaje z goryczą.
Popołudniu – około godziny 15:00, po oficjalnej inforamcji na temat stau wody w Jeziorze Białym wydanym przez WIOŚ - własne stanowisko w tej sprawie opublikowało Starostwo Powiatowe we Włodawie. W przekazie stwierdzono, że nie występuje obecnie zakwit sinic, a ich ilość – jeśli w ogóle obecna – nie przekracza wartości dopuszczalnych. Woda spełnia wymagane normy i jest bezpieczna do kąpieli. Starostwoprzypomniało także, że korzystanie z kąpieliska przed jego formalnym otwarciem odbywa się na własną dpowiedzialność. Zaznaczono również, że zakwity sinic są zjawiskiem naturalnym, które w poprzednich latach pojawiały się już w kwietniu lub maju. Incydent z 16 czerwca miał ograniczony zasięg i krótkotrwały przebieg, lecz jego konsekwencje wykraczały poza bezpośrednie miejsce wystąpienia zjawiska.
Decyzja o zakazie kąpieli na całym jeziorze oraz jej echo w przestrzeni publicznej wywołały pytania o zasadność podjęcia takiej reakcji przez Gminę Włodawa i adekwatność proporcji zastosowanych środków. Czy rzeczywiście było się czego obawiać?
Na to pytanie odpowiada dr Arkadiusz Iwaniuk, doktor nauk przyrodniczych, który od lat obserwuje stan wód w regionie i specjalizuje się w analizie zjawisk biologicznych zachodzących w środowiskach wodnych.
Czy taki zakwit powinien budzić niepokój? Niekoniecznie – tłumaczy dr Iwaniuk. – Trzeba mieć świadomość, że nie każda sinica czy glon są toksyczne. Toksyczne zakwity sinicowe występują zazwyczaj w zbiornikach silnie eutroficznych, o intensywnym użyźnieniu. Typowo takie wody mają zabarwienie zielone lub brunatno-zielone, a ich przejrzystość jest bardzo niska – do tego stopnia, że zanurzając rękę do łokcia, nie widać własnej dłoni. W takich przypadkach ryzyko kontaktu z toksycznym zakwitem jest realne.
Zdaniem eksperta, w przypadku Jeziora Białego Włodawskiego, nawet jeśli wystąpił niewielki zakwit – np. gatunku Aphanizomenon flos-aquae – to jego toksyczność nie jest przesądzona bez analizy mikroskopowej. – Czy taki zakwit wiąże się z produkcją neurotoksyn lub hepatotoksyn? Jest to raczej mało prawdopodobne – dodaje. – Aby doszło do ich wytworzenia, potrzebne byłoby wystąpienie bardzo dużego stężenia określonych gatunków sinic – czego obecnie nie obserwujemy.
Dr Iwaniuk określa zaobserwowane zjawisko jako naturalną ciekawostkę przyrodniczą. W jego ocenie nie stanowiło ono realnego zagrożenia dla zdrowia ludzi. Zaznacza jednak, że jeśli odpowiednie służby – takie jak WIOŚ czy SANEPID – potwierdzą zagrożenie, należy stosować się do ich zaleceń. – Obecnie nie widzę podstaw do niepokoju. Reakcje, z jakimi się spotykam, wydają się być przesadzone – mówi.
Naukowiec zwraca też uwagę na to, jak na tle innych zbiorników w Polsce wypada Jezioro Białe. – Większość kąpielisk znajduje się w gorszym stanie – zarówno pod względem przejrzystości wody, jak i poziomu eutrofizacji. Jezioro Białe prezentuje się na tym tle bardzo dobrze – ocenia.
Zgodnie z jego obserwacjami, zbiornik jest regularnie monitorowany – przez mieszkańców, turystów, a także specjalistów. – Zdarzały się sytuacje, w których na powierzchni wody pojawiały się smugi, zmieniało się zabarwienie, szczególnie we wczesnej wiośnie lub późnym latem. Żadne z tych zjawisk nie skutkowało jednak w przeszłości koniecznością zamknięcia jeziora lub plaż – ani nie wywołało negatywnych skutków zdrowotnych, takich jak reakcje alergiczne – podkreśla.
W jego opinii mamy do czynienia z przedwczesnym alarmem, wynikającym raczej z braku doświadczenia w obserwacji zjawisk naturalnych niż z realnego zagrożenia. – Niestety, odwykliśmy od bezpośredniego kontaktu z naturą i często szukamy sensacyjnych wyjaśnień – takich jak „chemtrails”, Czarnobyl czy inne teorie spiskowe – podczas gdy to, co obserwujemy, jest elementarną częścią funkcjonowania środowiska – mówi.
Zwraca takżę uwagę, że dla osób, które regularnie obserwują jezioro i jego przemiany, takie jawiska są czymś powszechnym i niebudzącym niepokoju.