20/05/2026
Zafascynowany muzyką elektroniczną młody chłopak wyjechał do Berlina, gdzie poznał kulturę i brzmienie Rave’u.
Przez kilkanaście lat regularnie uczestniczył w rave’owych wydarzeniach - od wielkich festiwali, przez kameralne kluby, aż po najbardziej undergroundowe imprezy organizowane w przejściach podziemnych, opuszczonych fabrykach czy małych mieszkaniach.
Przez cały ten czas kształtował swój niepowtarzalny styl.
W końcu postanowił sam stanąć za konsolą. Zjeździł pół Europy w poszukiwaniu winyli z muzyką, która go inspirowała, kupił klasyczny sprzęt najwyższej jakości i nieustannie doskonalił swój warsztat.
Na jego rave’y zaczęło przychodzić coraz więcej ludzi, a grono słuchaczy stale rosło. Zawsze był świetnie przygotowany - grał przemyślane sety, pod którymi podpisywał się całym sobą.
Ludzie to doceniali.
Pewnego razu, podczas małego eventu, pojawił się gość, który przez pół imprezy męczył go pod DJ-ką, żeby puścił „Firestarter” Prodigy. DJ nie czuł tego numeru w swoim secie, ale ostatecznie się zgodził - uznał, że to w końcu też muzyka elektroniczna, więc zrobi wyjątek.
Ku jego zdziwieniu inni uczestnicy, widząc to, zaczęli podchodzić ze swoimi propozycjami. Gdy próbował odmawiać, słyszał: „Przecież jemu zagrałeś Prodigy”, „Puść, bo wystawimy ci opinię”, „Czasem powinno się być dla słuchacza”.
I właśnie to „czasem” bardzo szybko przerodziło się w standard. Pomysły nie miały końca. Jeden chciał Spice Girls, ktoś inny Marylę Rodowicz, kolejny „Bogurodzicę”, a jeszcze ktoś średniowieczną muzykę Wikingów. Ilu ludzi, tyle gustów.
W końcu ktoś wrzucił na Instagrama filmik, na którym jeden z uczestników podskakuje do „Wyglądasz Idealnie” Skolima - to pociągnęło za sobą lawinę.
Na kolejnych „jego” „rave’owych” imprezach fantazja gości nie znała już granic: „Puść Takiego Janicka”, „Dawaj Suczki Ascetoholix”, „Moja bardzo lubi Czerwone Korale”.
I tak jego ukochane Rave’y zamieniły się w wiejskie potańcówki - wszystko przez jeden wyjątek dla Prodigy.
Wszystko to zmyśliliśmy. Niech każdy słucha sobie czego chce, ale niekoniecznie zmusza innych, żeby mu to puścili.