27/09/2026
”Pozdrowienia z Ischii! 🇮🇹
Jestem na wakacjach – to dla mnie czas odpoczynku i przemyśleń. Dziś chciałbym podjąć temat bardzo aktualny w biznesie restauracyjnym. We Włoszech, wraz z początkiem sezonu wakacyjnego, co roku wraca dyskusja o sytuacjach, które znam również z Warszawy.
Do restauracji przychodzą dwie, trzy, czasem cztery osoby i zamawiają jedno danie do podziału.
Są restauracje, które odmawiają przyjęcia takich gości albo jasno wymagają zamówienia określonej liczby dań na osobę. Takie sytuacje wywołują dyskusje nie tylko we Włoszech, ale również w międzynarodowych mediach.
Czy klient ma prawo zamówić jedno danie i podzielić je między kilka osób? Oczywiście.
Czy restaurator może określić zasady obowiązujące w jego lokalu? Moim zdaniem również – pod warunkiem, że zasady są jasno przedstawione gościom.
I właśnie ten szczegół jest dla mnie najważniejszy. Nie chodzi o to, żeby zaskakiwać klienta przy rachunku. Chodzi o jasne zasady.
Goście restauracji widzą talerz, kieliszek, stół i kelnera.
My widzimy czynsz, pensje, produkty, prąd, gaz, podatki, zmywanie, sprzątanie, straty i rezerwacje, których nie mogliśmy przyjąć.
Widzimy ludzi, którzy każdego dnia przychodzą do pracy, żeby ugotować Wam dobre jedzenie i zadbać o to, żebyście dobrze spędzili czas.
Nie piszę tego, żeby narzekać na klientów. Wręcz przeciwnie – bardzo ich szanuję.
Rozumiem, że każdy liczy dziś swoje pieniądze. Że ktoś może nie być głodny. Że czasami jedna pizza na dwie osoby jest dokładnie tym, czego potrzebujemy.
Ale restauracja też musi liczyć.
Jedno danie kosztuje znacznie więcej niż produkty, z których powstało – to praca kuchni i obsługi, czas, miejsce przy stole, zmywanie, sprzątanie, media, podatki i cała infrastruktura, której gość nie widzi.
Dlatego czasami trzeba powiedzieć:
Mamy takie zasady.
Nie dlatego, że nie szanujemy gościa.
Dlatego, że chcemy być tutaj również jutro.
Za talerzem, który widzicie na stole, jest cała restauracja, której nie widać.
A Wy jak na to patrzycie?”
Enzo