Nowy Bufet

Nowy Bufet Nowy Bufet to bar, który oferuje kanapki ruben, focaccie, tarty, wspaniałe desery i pyszne lancze. MPK. Od grudnia 2013 punktu nie ma. Ale wiecie co jest?

Wielu Krakusów i studentów krakowskich uczelni pamięta zapewne punkt sprzedaży biletów. Ja jestem. Jestem od rana do późnego popołudnia, od poniedziałku do piątku wraz z moją ekipą. Biletów wprawdzie nie ma (chociaż uwzględniając ilość ludzi o nie pytających zastanawiam się nad ich wprowadzeniem w pakiecie z kawą). Otworzyliśmy Nowy Bufet, który w opozycji do bufetów starego typu będzie karmił cie

kawie, niesztampowo, zmiennie. Nie znajdziecie tu panierowanej ryby ani żurku z torebki. Kompotu nie wykluczam, ale reszta będzie zupełnie inna. Stawiamy na domowe focaccie z włoskimi serami, wędlinami i pastami. Stawiamy na kanapki ze szczytu światowych rankingów (a nie bez kozery są na podium od lat). Stawiamy na tarty, naleśniki amerykańskie i muffinki bez posmaku proszku do pieczenia. To wszystko oferujemy Wam w naprawdę przystępnych barowych cenach, ale w jakości jakiej nie powstydziłaby się restauracja. Do tego starannie wybieramy muzykę – żadnego sformatowanego radia, żadnych instrumentalnych wersji evergreenów, by ominąć opłaty. Przede wszystkim zaś, ze względu na nasze położenie w sąsiedztwie sądów, prokuratury i urzędów – oferujemy to wszystko szybko, sprawnie i estetycznie podane. Chcemy by wszyscy goście, którzy kiedykolwiek tu trafią, stali się stałymi bywalcami.

Po siedmiu latach mogłam w końcu odwiedzić Końskie - rodzinne miasto mojego męża. Jechałam na podjarce, bo przez ten cza...
24/08/2026

Po siedmiu latach mogłam w końcu odwiedzić Końskie - rodzinne miasto mojego męża. Jechałam na podjarce, bo przez ten czas sporo się tam zmieniło. Najpierw pociągiem firmy Stadler relacji Kraków Główny - Olsztyn Główny (w najbliższy piątek będę nim jechać do Ciechanowa) do Kielc. W Kielcach przesiadka na busa do Końskich i oglądanie wyremontowanego dworca autobusowego. Dworzec w Kielcach zawsze był odlotowy, ale po remoncie jest po prostu odjazdowy, jest ewenementem na skalę co najmniej Polską. Na stanowisko podjechał bud Darian - monopolista busowy w tym regionie. W busie zaatakowała nas muzyka z fabryki piosenek z algorytmu, będąca prawdziwą torturą. Na szczęście mąż wyłączył głośnik nad moją głową (tak - busy Darian mają takie udogodnienia). To była najpiękniejsza rzecz, którą zrobił dla mnie tamtego dnia, chociaż jeszcze poniósł mi torbę a rano zblendowana zupę). Zrobiło się ciszej, chociaż fabryczne rytmy i tak do nas dobiegały. Były tak złe, tak nijakie i tak męczące, że -uwaga! - po usłyszeniu pierwszych taktòw “Blue” Eiffel 65 (sprawdziłam teraz nazwę wykonawcy 🤪), powiedziałam z niejaką ulgą: “Klasyk”.
Kierowca był z tych szarżujących - wyprzedzanie na zakręcie w terenie zabudowanym między Sielpią a Końskimi to jego norma. Małżonek powiedział, że całe szczęście, że w drodze nie jarał szlugów - i w zasadzie ja też podziękowałam losowi, że obyło się bez wąchania dymu.
Tak więc podróż okazała się pełna wrażeń i sensacji, ale cały pobyt w Końskich był już spokojny i odprężający. Podeszłam nawet na przeszpiegi pod dom rodzinny Reni - mojej koleżanki z roku i współlokatorki w akademiku - widziałam nawet z daleka krzątającą się jej mamę.
Wyjeżdżając w niedziele rano zauważyłam pod kościołem św. Mikołaja, że oto pan rozkłada tam swoje stoisko z odpustowymi obwarzankami. Wyleciałam z samochodu jak z procy, bo całe lata ich nie jadłam, a był to mój dziecięcy przysmak. Niestety - okazały się wielką porażką, bo nie były ususzone na chrupko - po prawdzie smakowały jak czterodniowe bułki drożdżowe z pośledniej piekarni. I to bułki o wyraźnej nucie cukru wanilinowego. Przyniosłam je dziś do pracy i umieściłam dla Was na zdjęciu. Płożące się wokół tarty przypominają jak żywo męską fryzurę “kalafior”. A że kalafior jest w dzisiejszej tarcie, to już Was prowadzę do menu:
- krem z groszku z jogurtem
- kokosowe curry z kurczakiem, pieczonym bakłażanem, cukinią i kolorową papryką
- tarta z pieczonym kalafiorem, suszonymi pomidorami i serem dobbiaco.
A na drugim zdjęciu macie bonus - właściciel hurtowni z POLSKIMI warzywami nie przemyślał do końca nazwy. Jak powiedziałby ktoś, kto lubi używać lepszych wyrazów - nie okazał się koherentny.

DZIŚ CZYNNE DO 14:30Na zdjęciu tego nie widać, ale dzisiejsza tarta zawiera boczniaki i boczek. I nie udawaj, mięsożerny...
21/08/2026

DZIŚ CZYNNE DO 14:30
Na zdjęciu tego nie widać, ale dzisiejsza tarta zawiera boczniaki i boczek. I nie udawaj, mięsożerny kliencie - miłośniku tart - że Cię to nie rusza. Że nie zaświeciło Ci się oko, a ślinianki nie rozpoczęły wzmożonej produkcji. To wspaniałe połączenie jest jak mozzarellą i pomidory, jak ziemniaki i mizeria, jak śledzie i cebulka. I nieprzypadkowo oba te produkty mają wspólny rdzeń, bo pochodzą od słowa „bok”. To po prostu przeznaczenie, boski plan na ich dość nietrwały ale pełen pasji i namiętności związek. Nietrwały, bo ileż ta tarta tutaj poleży, nim znajdzie amatorów. Zakładam, że maksymalnie dwie godziny. A jeśli dorzucę do tego informację, że jest w niej też delikatna jak chmurka mozzarellą di bufala, to zadzwonicie jeszcze szybciej.
Oprócz tarty są i inne przysmaki - już Wam usłużnie podaję:
- krem z buraków z zakwasem i jogurtem
- makaron że świeżym (rano robiłam) pesto z bazylii, z pieczoną dynią hokkaido i serem grana padano
- pięć porcji kokosowego curry z pieczonego kalafiora i ciecierzycy, ze szpinakiem i ryżem basmati
- tarta z boczniakami, wędzonymi boczkiem i mozzarellą di bufala.

Robiłam dziś dwa lancze, więc moje zmęczenie i napięcie jest tak duże, że nie mam już miejsca, żeby opisać swoje wrażeni...
20/08/2026

Robiłam dziś dwa lancze, więc moje zmęczenie i napięcie jest tak duże, że nie mam już miejsca, żeby opisać swoje wrażenia z „Odysei”. W każdym razie rano już o nim nie pamiętałam i ciężko mi zrozumieć oceny na dziewięć lub dziesięć, czy też opinie, że to film dziesięciolecia.
A skoro się tyle napracowałam przy lanczu, to znaczy, że dziś jest na bogato. Nie przedłużam już, bo pojawia się szansa na zjedzenie drugiego śniadania.
Propozycje mamy takie:
- krem porowo-ziemniaczany z grzankami
- pięć porcji kremu z cukinii z pestkami słonecznika
- chili con carne z wołowiny z fasolą i papryką, podawane z grillowaną tortillą, śmietaną i kolendrą
- kokosowe curry z pieczonego kalafiora i ciecierzycy, ze szpinakiem i ryżem basmati.
- tarta z brokułami, oliwkami liguryjskimi i serem ricotta salata (autokorekta zrobiła z tego „i raperem ricottą sałata” - może taki jest w Polsce…?)

Dziś zaserwują Wam do czytania jedynie menu. A to w związku z tym, że wybieram się dziś wczesnym popołudniem na „Odyseję...
19/08/2026

Dziś zaserwują Wam do czytania jedynie menu. A to w związku z tym, że wybieram się dziś wczesnym popołudniem na „Odyseję” i po pracy nie będę miała czasu na zwyczajowe środowe robienie zamówienia do Selgrosa. Zamówienie zrobiliśmy z małżonkiem rano - w czasie przeznaczonym na pisanie. Wjechała więc prywata na pełnej, ale wybitnie nie lubię spieszyć się i czuć presję, że mogę się nie wyrobić. W czas potrzebny na dotarcie wliczam oczywiście pół godziny reklam, dlatego nie będę popylać rowerowym galopem, łamiąc po drodze przepisy, ale dojadę sobie na spokojnie, wykonam potrzebne czynności i udam się przez Wiśle do kina.
Podaję menu:
- krem z cukinii z pestkami słonecznika
- chili con carne z wołowiny z fasolą i papryką, podawane z grillowaną tortillą, kolendrą i kwaśną śmietaną
- tarta z mini pieczarkami, mozzarellą di bufala i pestkami dyni.

Sprawa wygląda tak, że chociaż to tarta jest na zdjęciu, to prawdziwym bohaterem jest dzisiejszy makaron. Udało miksie b...
18/08/2026

Sprawa wygląda tak, że chociaż to tarta jest na zdjęciu, to prawdziwym bohaterem jest dzisiejszy makaron. Udało miksie bowiem w końcu zrobić rigatoni alla norma - klasyczny sycylijski sos z pomidorów z bakłażanem, serem ricotta salata, oliwą i bazylią. W niedzielę zrobiliśmy w domu prototyp - aż dziw bierze, że wcześniej nie robiliśmy tego prostego i smacznego sosu. W domu podsmażałam bakłażana na patelni, w związku z tym wygenerowałam mnóstwo dymu. Tutaj bakłażan został zgrillowany. Rigatoni alla norma współdzielą dziś lanczowe podium, bo dorobiłam także butter chickena. Nie chciałam opiera lanczu tylko na makaronie, bo nie wiedziałam ile wyjdzie mi porcji. Poza tym 2 kilogramy bakłażana ,które domówiłam na rano,nie dojechały, a ja nie miałam kompletnie czasu biegać po sklepach. Skutkiem tego jest niezwykle intensywny ranek, po którym jestem już tak zmęczona, że mogłabym pójść do domu. Ale nie pójdę, bo należałoby sprzedać trochę towaru.
Towar jest dziś atrakcyjnymi na pewno będziecie chcieli spróbować:
- harira - marokańska zupa z soczewicy i ciecierzycy
- butter chicken w sosie maślano-orzechowym (nerkowce), z ryżem basmati i kolendrą - dwadzieścia kilka porcji
- makaron rigatoni alla norma z bakłażanem, pomidorami, serem ricotta sałata, bazylią i oliwą - dwadzieścia porcji
- tarta ze szpinakiem, gorgonzolą i orzechami włoskimi.

Wygląda na to, że za nami ostatni taki ciepły weekend tego roku. Rzeczywiście było niezwykle gorąco, ale zamiast narzeka...
17/08/2026

Wygląda na to, że za nami ostatni taki ciepły weekend tego roku. Rzeczywiście było niezwykle gorąco, ale zamiast narzekać rozkoszowałam się żarem za każdym razem, kiedy wyszłam z domu. Łapałam to słońce i zakładałam w pośpiechu letnie ubrania, których przez cały sezon nie założyłam. Tryb praca-dom bez urlopu nie sprzyja częstym zmianom garderoby. Wycieczki rowerowe też nie sprzyjają, bo na rower w upalny dzień nie prasuję kolorowych sukienek, tylko zakładam krótkie spodenki i przewiewną bluzkę.
Żeby zachować uczciwość - nie było tych wyjść znowu tak dużo, bo wzięliśmy się z małżonkiem za wielkie sprzątanie. Ale takie naprawdę spore. Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego co planujemy, ale i tak z dumą spoglądaliśmy na efekty swojej pracy. Ja to nawet z dumą i bolącym dolnym odcinkiem kręgosłupa, bo się trochę przeforsowałam. No ale kiedy przychodzi wena na porządki, twojej nie odganiam, ale działam jak szalona bo nie wiem, kiedy powróci.
Jak widać za oknem i w aplikacjach smsowych naszych telefonów łapanie słońca to była dobra decyzja. Dziś jechały parasolki i grube chmury.
Czas na menu, bo pierwszy klient już się pojawił:
- zupa kukurydziana z makaronem z tortilli
- butter chicken w sosie maślano-orzechowym, z ryżem basmati i kolendrą
- tarta z cukinią, karczochami i serem grana padano.

Kiedy na kanapie czytałam sobie o odkryciu Troi przez dziewiętnastowiecznego kupca i największego poliglotę swoich czasó...
14/08/2026

Kiedy na kanapie czytałam sobie o odkryciu Troi przez dziewiętnastowiecznego kupca i największego poliglotę swoich czasów zafascynowanego tematem od dziecka, nagle po głowie zaczęła obijać mi się Belinda Carlisle. Nie napiszę, że gimbynieznaja żeby się nie pogrążać, ale Belinda była gwiazdą pop na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych i zawsze kiedy ją widziałam w telewizji, patrzyłam zafascynowana na jej śliczną twarz i bardzo niebieskie oczy. No więc myśl o Belindzie zakiełkowała w mojej głowie, a pytania zaczęły się mnożyć. Co u niej słychać? Czy jeszcze żyje? Czy jest Amerykanką czy Brytyjką? Mnożenie odbywało się tak skutecznie, że odciągnęło mnie od wykopalisk i wręcz zmusiło do sięgnięcia po model językowy. Wiadomości stamtąd mnie totalnie zaskoczyły, bowiem Belinda zanim rozpoczęła popową karierę solową, była członkinią pięcioosobowej punkowej kobiecej kapeli. Whaaat? To było pełne zaskoczenie, więc podrążyłam. Dziewczyny działały w latach osiemdziesiątych i nazywały się „The GoGo’s”. Na fotkach wyglądają bardzo zadziornie, choć muzycznie to taki popopunk. Natomiast jako pierwszy żeński zespół w historii zajmowały się wszystkim - śpiewały, grały, komponowały i pisały teksty. Jeden kawałek dodałam sobie do playlisty.
A Belinda w mojej głowie pewnie domagała się odkrycia - krzyczała tam bezgłośnie: Nie byłam tylko gwiazdą pop! Jestem punkówą! Check this out now! No to usłużnie sprawdziłam, a nowa wiedza mnie zadziwiła.
Większość z naszych klientów ma dziś wolne, więc spodziewamy się bardzo małego natężenia. Ale postanowiliśmy otworzyć - tak dziś, ja i w poniedziałek. Zapraszamy, a oprócz stałego menu mamy jeszcze:
- krem pomidorowo-paprykowy
- perski kurczak ze śliwkami, bulgurem i kolendrą
- tarta z bio burakami, fetą i orzechami włoskimi.

W ramach odrabiania kolejnych zaległości z Wong Kar-Waia, obejrzałam w kinie „Upadłe Anioły”.  Film jest zaskakującą mie...
13/08/2026

W ramach odrabiania kolejnych zaległości z Wong Kar-Waia, obejrzałam w kinie „Upadłe Anioły”. Film jest zaskakującą mieszanką surrealizmu, tarantinizmu, komedii i dramatu, sfilmowaną w bardzo ciekawy sposób.
Ogromny plus za wspaniałe scenografie - ta z pierwszych dziesięciu minut filmu jest wprost obłędna. A
Bo ścieżka dźwiękowa - nagle pojawia się triphopowy motyw, słuchasz i wiesz, że znasz. KarmaComa Massive Attack! Ale to KarmaComa po chińsku i bez refrenu, wprowadzająca lekki vibe narkotykowego tripu.
Gdybym obejrzała go wtedy, po premierze, na pewno zrobiłby na mnie kolosalne wrażenie - teraz też zrobił, ale po ćwierć wieku obejrzałam już trochę różnego towaru.
Chociaż z tym oglądaniem to bym się tak nie rozpędzała - owszem, siedziałam i większość seansu obserwowałam akcję. Ale ostatnie pół godziny to był już sen na siedząco - Frodo najpierw mnie trącał, ale potem już skupił się na filmie, a ja stałam się beztroskim dzięciołem. Kiedy zobaczyłam ostatnią scenę i zaczęliśmy wychodzić z sali, zaczęłam mnożyć pytania. Dlaczego ona jedzie z tym drugim? Gdzie jest tamten? Jaki film oglądał na okrągło ojciec tego drugiego? Okazało się, że straciłam dość kluczowe i zmieniające wszystko ostatnie kwadranse i trochę się smuciłam, ale Frodo wszystko ml naświetlił. Przy stojaku na rowery okazało się, że przypiął się obok mojego Herkulesa, którego nie poznał - nasze rowery przez cały seans pilnowały się wzajemnie. Myślę, że chciałabym go jeszcze obejrzeć, a przynajmniej przespane (daj borze, że nie przechrapane) sceny.
Było to przedwczoraj, bo wczoraj próbowałam obejrzeć kulinarny serial BBC , którego tytułu nie pamiętam. Ale nie ma czego pamiętać, bo wysiedziałam kwadrans - bardzo słabe dialogi, nieprawdopodobny wykreowany świat, sztampa.
Wracam więc do teraźniejszości, żeby zapoznać Was z dzisiejszym menu:
- krem pomidorów- paprykowy
- PIĘĆ PORCJI kokosowej zupy dahl
- perski kurczak z suszonymi śliwkami, bulgurem i miętą
- gnocchi ze szpinakiem i gorgonzolą, posypane serem Grana Padano i prażonymi orzechami włoskimi - są cztery porcje, ale jak się skończą gnocchi, to dogotujemy farfalle
- tarta z pieczoną dynią, suszonymi pomidorami i kozim serem.

Algorytm Apple Music proponuje mi playlisty - jak każdemu użytkownikowi. Nie korzystam z nich, ale czasem sobie zapodam,...
12/08/2026

Algorytm Apple Music proponuje mi playlisty - jak każdemu użytkownikowi. Nie korzystam z nich, ale czasem sobie zapodam, żeby się przekonać, jak algorytm mnie poznał na podstawie muzyki, której słucham. Dziś z ciekawości odpaliłam sobie playlistę, której zadaniem miało być wprawienie mnie w pozytywny nastrój o poranku. Zaczęło się sprytnie, bo od „Africa” Toto - przeboju, który mam na swoim Nowym Bufecie. Potem zaproponował mi Jamala „Policeman” (dlaczego?), a potem leciał już po bandzie. Zaczęły się pojawiać kawałki, które mogłyby być oddzielną playlistą „Wstawki muzyczne z filmów”. Wiecie - te kawałki, które twórcy filmy puszczają, żeby w skrócie opowiedzieć nam o przemianie bohaterki, kiedy realizuje ona swój plan, przygotowuje się do rewanżu, zdobywa upragnionego faceta, albo odzyskuje formę. Spoko, ale to nie dla mnie, za to widzę ją w sformatowanym radiu. Żeby trochę odformatować, poleciał kawałek Taco Hemingwaya, gdzie w refrenie jej włosy pachną jak ostatni dzień lata - utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że słusznie traktuję jego twórczość jako stadionowy rapopop. Nie znajdziecie go na mojej playliście. Na odtrutkę włączyłam Pablopavo i „Ostatni dzień sierpnia”, gdzie czuć powiew poezji i prawdziwe trudne retrospektywne uczucia piętnastolatka z lat dziewięćdziesiątych. Kilka razy miałam wyłączać, ale wtedy pojawiał się wabik, który mamił i mówił: „Dalej będzie tylko lepiej”. Zwykle wtedy poleciało coś z mojej playlisty - na przykład „Freedom!90” George’a Michaela - fenomen kulturowy, który oprócz znakomitej produkcji i tekstu - manifestu, zebrał chyba wszystkie supermodelki z tamtych czasów na planie (tj. David Fincher zebrał). Zadałam wtedy Klaudynie pytanie, kto właściwie jest odpowiedzialny ze tę produkcję, spodziewając się w odpowiedzi nazwiska jakiegoś produkcyjnego tuza. A był to George Michael we własnej osobie!
I ta nowa informacja sprawiła, że dziwny, efemeryczny i niedopasowany produkt Apple Music wykazał się (minimalnym) utylitaryzmem.
Wróciłam do swojej muzyki, a Wam proponuję wizytę u nas, w celu konsumpcji następujących dań:
- kokosowa zupa dahl z soczewicy i pomidorów
- gnocchi ze szpinakiem i gorgonzolą, posypane tartym serem Grana Padano i prażonymi orzechami włoskimi
- cztery porcie tajskiej wołowiny massaman
- tarta z boczniakami, serem dobbiaco i oliwą truflową.

Kolejne erotyczne wieści z oglądania serialu „Sugar” na Apple TV. W przedostatnim odcinku pojawiły się ostrzeżenia przed...
11/08/2026

Kolejne erotyczne wieści z oglądania serialu „Sugar” na Apple TV. W przedostatnim odcinku pojawiły się ostrzeżenia przed - uwaga - nagością! To nie przelewki, pomyślicie, ale ja tak nie pomyślałam. Raczej - czy to będzie kawałek klaty, czy dekolt. Cóż - pokazano nam, jak kochankowie się całują i jak wchodzą ubrani do łóżka - dla niektórych widzów musi to być too much i trzeba ich ostrzec.
W międzyczasie na Filmwebie znalazłam informację, że reżyser komedii (chyba romantycznej) „Tylko jedna noc”, sam się ocenzurował i przed premierą pousuwał z filmu nagie sceny, bo publiczność sobie tego nie życzy. Pod tą informacją mnóstwo komentarzy, że to bardzo dobrze, że te sceny są zbędne, że to nie lata dziewięćdziesiąte. Ale najstraszniejszy komentarz mówił, że jak ktoś chce scen seksu, to niech sobie obejrzy prn. I jest to dla mnie trochę dziwne, że oto naturalna i niezbędna (choćby dla gatunku) część życia ma być oddzielona od mainstreamu i oglądana tylko na stronach dla dorosłych, w obrazach wyprodukowanych przez szemraną, szarą i nadużywającą pracowników strefę. Nie jako uzupełnienie, tylko zamiast. To znak czasów.
I też uważam, że jest mnóstwo filmów, w których nagość jest zdecydowanie nadużywana. Ale fakt, że młodsza widownia „czuje się niekomfortowo podczas pokazywania scen seksu”, przy jednoczesnym wzroście konsumpcji prn i ogromnym wzroście podduszania partnerek bez ich wyraźnej zgody jest faktem smutnym, a nawet niepokojącym.
Mój głos to głos pokolenia X, a są już trzy kolejne, więc zaczynam nie rozumieć pewnych rzeczy. A raczej rozumieć, że młodsze pokolenia buntują się przeciw zastanemu światu. I ma już inne doświadczenia - sosziale od zawsze, problem ze znalezieniem partnera i mnóstwo innych, but still.
Kończę zrzędzenie na niemanie i niebycie czasów i zapoznam Was z menu:
- toskańska zupa pomidorowa z oliwą i bazylią
- chłodnik litewski z jajkiem - myślę na oko, że jest z 6-7 porcji
- tajską wołowina massaman z ryżem basmati, ziemniakami i mleczkiem kokosowym, posypaną kolendrą i siekanymi orzeszkami ziemnymi
- pięć porcji farfalli z cukinią w sosie śmietanowo-winnym, z serem Pecorino Romano
- tarta z brokułami, karczochami i mozzarellą di bufala.

Adres

Mogilska 15a
Kraków
31-542

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 15:00
Wtorek 10:00 - 15:00
Środa 10:00 - 15:00
Czwartek 10:00 - 15:00
Piątek 10:00 - 15:00

Telefon

123461749

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nowy Bufet umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij