12/05/2026
Okres od stycznia do około połowy kwietnia nie był dla mnie najłatwiejszy. Kawiarenka działała całkiem sensownie, serwowaliśmy fantastyczne kawy z topowych palarni, ale też przedłużająca się okropna pogoda i niskie temperatury skutecznie utrudniały jakikolwiek rozkwit. Dlatego ostatni czas mnie onieśmiela. Od końca kwietnia konsekwentnie jest Was u nas najwięcej w historii i uznałem, że trzy fajne tygodnie z rzędu, to dobra okazja na odrobinę prywaty.
Stali bywalcy doskonale wiedzą, że mam dwie strony. Z jednej jestem swoim największym krytykiem, rzadko jestem z siebie w pełni zadowolony, a na deser zmagam się z syndromem oszusta. Z drugiej jestem wychowany na hip-hopowym braggadocio; inspiruje mnie grind i pewność siebie zawodowych sportowców. Cholera, przecież sama nazwa kawiarni jest oddaniem hołdu jednemu z najwybitniejszych i najbardziej zawziętych sportowców w historii. Autentycznie szczerze chcę być najlepszy, w tym co robię.
Ostatni czas pozwala mi skupić się na tej drugiej stronie i przede wszystkim chciałbym Wam gorąco podziękować za każdą wizytę, za każde dobre słowo, za każde polecenie znajomym i za każdą naklejkę, którą wlepiacie, eksponując nasze logo przed światem. Pozwalacie mi spełniać marzenie młodego, mało komu znanego baristy o stworzeniu najbardziej ekscytującej (kawowo) kawiarni w Polsce. Pod koniec dnia, to Wasze zainteresowanie tym, co robimy, jest najlepszym paliwem do działania.
Bardzo, ale tak naprawdę bardzo Wam dziękuję. Prawie dwa lata w tym miejscu sprawiły, że jestem wielokrotnie lepszym baristą niż wcześniej, ale to nie wszystko. Dzięki niemu polubiłem ludzi dużo bardziej i dużo bardziej polubiłem też siebie samego. Nigdy nie lubiłem być fotografowany i długo nie umiałem się uśmiechać. zrobił mi ukradkiem takie zdjęcie i niedawno pierwszy raz miałem okazję spojrzeć z dystansu na siebie, uśmiechniętego, myśląc – kurde, fajnie. Łapię się na tym, że ostatnio moją motywacją, żeby iść do pracy nie jest tylko serwowanie świetnych kaw, ale też spędzanie z Wami czasu.
Najlepsze jest to, że to, czym teraz jest bar Senna, to wciąż dopiero początek. Po raz ostatni na teraz – dziękuję.
Kuba