29/10/2025
AM AM Kebab: Światło w ciemności
Minęły cztery miesiące, odkąd umarli powstali.
Miasta opustoszały, ulice zarosły trawą, a radio wciąż powtarza to samo:
„Zostańcie w schronach. Unikajcie hałasu. Nie wychodźcie po zmroku.”
Świat ucichł. Zbyt mocno.
Tylko w jednym miejscu słychać jeszcze dźwięk życia — ciche brzęczenie prądu i szum starego generatora.
Na rogu Piękna 3, Koluszki, wciąż świeci się neon:
AM AM KEBAB.
Czerwone litery migoczą w mroku, jakby wzywały.
Ci, którzy jeszcze żyją, mówią o tym miejscu szeptem.
Mówią, że to ostatni punkt światła.
Każdego wieczoru włączasz generator.
Silnik burczy, a powietrze wypełnia znajomy zapach — ciepły, przypieczony, ludzki.
Zapach kebaba.
Dla wielu to znak, że jeszcze istnieje normalność.
Czasem ktoś zapuka do drzwi.
Dwa krótkie stuknięcia, jedno długie.
To znak, że to nie trup.
Otwierasz — i widzisz twarze. Zmęczone, brudne, ale żywe.
Z uśmiechem. Bo wiedzą, że tutaj mogą znowu poczuć się jak ludzie.
Nie bierzesz już pieniędzy.
Pieniądze nic nie znaczą.
Każdy przynosi coś innego — kanister z paliwem, baterie, trochę chleba.
W zamian dostaje ciepły kebab i chwilę spokoju.
Ludzie siedzą przy oknie, słuchają, jak gdzieś daleko huczy wiatr.
Na ladzie stoi stary magnetofon.
Czasem puszczasz muzykę.
Z głośnika cicho płynie: “Sweet Dreams are made of this…”
I wtedy wszyscy milkną, patrząc w niebo.
Bo przez chwilę mogą udawać, że świat wrócił.
Plotki mówią, że zombi nie zbliżają się do AM AM Kebab.
Niektórzy twierdzą, że zapach jedzenia ich odstrasza.
Inni – że pamiętają ten smak i boją się wspomnień.
Ale prawda jest prostsza: w środku wciąż tli się życie.
A śmierć nie lubi światła.
Na ścianie obok grilla wisi słoik.
W środku – karteczki, które zostawiają goście:
„Byłem tu. Dziękuję za ciepło.”
„AM AM Kebab – ostatnie miejsce, gdzie można poczuć się człowiekiem.”
„Wracam, gdy znajdę brata.”
To twoje trofea.
Dowody, że jeszcze warto.
Pewnego wieczoru generator milknie.
Paliwo się skończyło.
Neon gaśnie.
Zostaje tylko ciemność i cisza.
Siedzisz za ladą, czując, jak chłód wpełza w ściany.
I wtedy słyszysz — ciche kliknięcie.
Światło.
Potem drugie.
Trzecie.
Na ulicy pojawiają się ludzie z latarkami.
Niosą benzynę, akumulatory, kable.
Wszyscy razem.
Tylko po to, żeby znów zapalić neon AM AM Kebab.
Rankiem nad Koluszkami unosi się dym z grilla.
Zapach roznosi się po mieście, a ktoś mówi:
“AM AM Kebab – miejsce, gdzie śmierć nie ma wstępu.”
Ty zaś uśmiechasz się, przewracasz mięso na ruszcie i cicho mruczysz pod nosem:
“Zawsze otwarte.”
Bo dopóki w Koluszkach słychać dźwięk grilla i czuć zapach kebaba —
świat jeszcze się nie skończył.