10/10/2026
Żyjemy w pojebanym kraju, w kraju którym debile nami rządzą... Trzeba zacząć to nagłaśniać?
Browar Lubrow brawo!
Kochani,
Podajemy rozwiązanie rebusu: „NOWA PREMIERA WET HOP PILS”.
Tak naprawdę "konkurs" można było zamknąć po kilku minutach, bo na samym początku pokazało się kilkanaście dobrych odpowiedzi. To oznacza, że rebus był prosty, no ale nie dla każdego 😉
Część osób po prostu trollowała, ale to było do przewidzenia. Post na ten moment zrobił 440 000 zasięgu i wynik cały czas rośnie.
Nie zmienia to faktu, że musimy napisać trochę więcej o procedowanej nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Narracja, jaka przebija się w internecie i mediach, spłyca ten temat głównie do kwestii nocnej prohibicji, która w takiej postaci ma wiele błędnych założeń.
Skoro chcemy walczyć z alkoholizmem w Polsce, a chyba wszystkim trzeźwo myślącym powinno na tym zależeć, to nie powinno się tego robić „od dupy strony”.
Prohibicja 22-6, co tak naprawdę zmienia? Z relacji wielu osób w miastach, w których już wprowadzono taki zakaz, wynika, że noce są spokojniejsze. To chyba jedyny plus, bo czy nocni awanturnicy nie będą pić alkoholu? Oczywiście, że będą, tylko że w spelunach i melinach.
A o czym politycy nie pomyśleli? A może nie chcieli pomyśleć? W Polsce sprzedaje się ok. 1,3 – 3 milionów małpek dziennie! Spora część z nich schodzi w godzinach porannych. Małpka jest mała, ma dużo „woltów”, można ją wypić niezauważonym w drodze do pracy. Czy prohibicja w godzinach 22-6 cokolwiek w tej sprawie zmieni? Nie.
To może chociaż system kaucyjny ograniczył ilość walających się wszędzie pustych małpek? Oczywiście, że nie, bo w przepisy znów wkradł się absurd. Małe szklane buteleczki po alkoholu w ogóle nie zostały do niego włączone na starcie. Politycy zapowiadają, że może wejdą do systemu w 2028 albo 2029 roku. Czy branża spirytusowa jest w tej sprawie faworyzowana? Oczywiście, że tak.
Widocznie dla posłów małpka jest bardziej „etycznym” produktem niż rzemieślnicze piwo bezalkoholowe.
A jak już jesteśmy przy piwie bezalkoholowym... W ostatnich latach sprzedaż piwa w Polsce spada. Dlaczego? Coraz więcej ludzi odchodzi od alkoholu. To pozytywny trend, wynikający z wielu przeróżnych przyczyn. Jedną z nich – i na pewno niermarginalną jest promowanie degustacyjnego podejścia do alkoholu przez browary rzemieślnicze. To browary kraftowe zrobiły najwięcej, aby konsument zamienił 4-pak "Bizona" na jedno piwo rzemieślnicze. To nasze środowisko produkuje smaczne alternatywy dla piwa alkoholowego. Sprzedaż piw bezalkoholowych rośnie, bo coraz więcej osób rozumie, że te bez procentów smakują równie świetnie. Co więcej, Polacy są w tym jednymi z najlepszych na świecie. Na najważniejszym konkursie w Europie to polskie piwa bezalkoholowe zdobywają główne nagrody. W Polsce zagraniczni sędziowie, oceniający Konkurs Piw Rzemieślniczych (KPR), aż nie mogli uwierzyć, jak dobrze może smakować takie piwo i wybrali właśnie „bezalko” Kraftem Roku!
No ale dla polityków w Polsce wódeczka to dobro narodowe, wino to produkt premium, a piwo to napój dla żuli. Z całym szacunkiem dla nich.
Nie zgadzamy się, aby wrzucać nas i całą branżę kraftową do tego samego wora co browary koncernowe (z których wszystkie poza Van Pur S.A. to kapitał zagraniczny). W kontekście reklamy to są zupełnie inne światy. Małe browary nie reklamują się w telewizji. Jeśli jednak stracimy możliwość poinformowania Was - naszych odbiorców, chociażby w mediach społecznościowych o nowych piwach czy miejscach dystrybucji, po prostu przepadniemy. Rynek jeszcze bardziej się zawęzi. Teoretycznie brak reklamy powinien uderzyć w gigantów, a w praktyce tylko zabetonuje rynek. W każdym sklepie i tak będzie można kupić koncerniaka w 4-paku w dobrej cenie, bo każdy zna te marki, a cała kultura piwna, którą współtworzyliśmy przez lata, zostanie zaorana. Czy to naprawdę jest droga do ograniczenia problemów alkoholowych?
Najbardziej żenujące jest to, że ci, co sami popadli w nałóg alkoholowy czy narkotykowy, teraz próbują umoralniać wszystkich innych, tych co potrafią powiedzieć „Nie” w dowolnym momencie. Ostatnio nawet u red. Rymanowskiego pojawił się bardzo znany r***r, który stwierdził, że piwo bezalkoholowe powinno być zakazane, bo organizm (pamięć mięśniowa) przypomina sobie o nałogu. Ale MOJITO bezalkoholowe to już jest super i popija je sobie regularnie. Piękna hipokryzja.
Wracając do samej ustawy – prace trwają i nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu, więc ciężko odnosić się do wszystkich konkretów. To, co przejdzie raczej na 100%, to kwestia zakazu rabatów i promocji. I tutaj też można było to zrobić mądrzej. Sami uważamy, że wielkie akcje typu 12+12 w dyskontach to błąd. Rozumiemy ludzi, którzy szukając oszczędności, wolą raz na jakiś czas kupić więcej piwa w niższej cenie. Jednak uważamy, że nie powinno się sprzedawać jakiegokolwiek produktu poniżej zakupu czy kosztów produkcji (wyjątek - żywność z krótkim terminem). To psuje rynek i doprowadziło między innymi do zamknięcia wielu sklepów specjalistycznych.
Ale czy my aż tak wszyscy lubimy absurdalne ograniczenia? Czy restauracja nie powinna mieć prawa obniżyć ceny na piwo w dni, kiedy ruch jest słabszy? Czy my jako browar nie będziemy mogli obniżyć ceny piwa, któremu po prostu kończy się termin ważności, albo stworzyć zestawu kilku piw, który jest trochę tańszy?
Zapewne zaraz ktoś w komentarzach nam zarzuci: „Hej, przecież jesteście beneficjentami sprzedaży alkoholu, więc w tej dyskusji nie jesteście obiektywni!”. Chcemy to od razu uciąć: nie martwcie się o nas. Mamy sporo talentów i poradzimy sobie. Tu nie chodzi tylko o nasz biznes, ale o logikę, równe zasady gry i o to, żeby jedną ustawą nie niszczyć kultury piwnej, którą budowaliśmy w Polsce przez ostatnie lata.
Dajcie znać co Wy o tym wszystkim myślicie 🤔